poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Bo życie to nie sen

Nie wiem, czy powinnam się cieszyć, czy raczej płakać z powodu moich wysokich (jak na mnie zbyt chyba zbyt wysokich) ambicji. Jak przypuszczałam, naturalnie nie dostałam się na wymarzony kierunek (przez rozszerzony angielski, a jakże), a że do niczego innego mnie nie ciągnie, zdecydowałam się na rok przerwy, poprawienie wyżej wymienionej matury i startowanie na japonistykę za rok. Jeśli znów próba ta okaże się porażką, chyba się powieszę. Tymczasem zaś trochę zarobię i kto wie, może w przyszłym roku się przeprowadzę... Bądź co bądź trudno mi to sobie jednak wyobrazić, wciąż czuję się przecież dzieckiem i wymagania świata dorosłych momentami mnie przytłaczają. Ale cóż, tak chyba właśnie wygląda życie, czyż nie?

Okres wakacyjny mija w zastraszająco szybkim tempie, pociesza mnie jednak perspektywa kolejnego spotkania z przyjaciółką. Oby wspólny czas minął nam równie przyjemnie jak w czerwcu.

1 komentarz:

  1. a ja w Ciebie wierze i wiem ze dasz rade ! sama jestem zdania ze wakacje za szybko lecą.. <przytul.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.