środa, 31 października 2012

Andrea i Aragon: rozdział 2 - Urodzinowy prezent


<- Rozdział 1



Tego ranka Andreę obudziło wesołe świergotanie ptaków. Przez okno wpadały do komnaty roztańczone promyki słońca. Zapowiadał się fantastyczny dzień.
Elfka przez kilka minut leżała i rozmyślała. Następnie wstała i podeszła do okna. Spoglądała na swój cudny ogród. Pełno w nim było najróżniejszych kwiatów - tych zwykłych, jak i tych, których nie można było znaleźć nigdzie oprócz Algasei. W ogrodzie rosły też rozmaite gatunki drzew i krzewów. Nie było żadnych chwastów - w krainie elfów w ogóle nie istniały. Na soczyście zielonej trawie An niegdyś bawiła się z przyjaciółmi. Teraz często siadała tam i wsłuchiwała się w cudowne odgłosy natury.
Puk, puk.
Pukanie wyrwało elfkę z zamyślenia.
- Proszę - powiedziała.
Do pokoju weszli rodzice.
- Wszystkiego najlepszego, córeczko!
Następnie zaśpiewali w elfickim języku „Sto lat”.
Przynieśli na złotej tacy ulubione śniadanie Andrei - naleśniki z sosem malinowym.
Podczas gdy elfka pałaszowała urodzinowe śniadanko, tata wymknął się cichaczem z komnaty.
- Ach! Piętnaście lat! Pamiętam jak całkiem niedawno poszliśmy do królowej po Błogosławieństwo. - Mama zatonęła we wspomnieniach.
- Ależ to było czternaście lat temu! - roześmiała się An.
- Tak, ale zdaje się, jakby to było wczoraj. - Anya uśmiechnęła się do córki.
W tej chwili do pokoju znów wszedł tata, niosąc kilka pakunków.
- Da-dam! Oto prezenty dla naszej piętnastolatki!
- Ach!
Andrea otworzyła pierwszy prezent. Była to przepiękna sukienka o barwie błękitu. Dziewczyna nigdy w życiu nie widziała ładniejszej.
W drugiej paczuszce ujrzała srebrny diadem wysadzany najdrogocenniejszymi kamieniami. Był cudny!
W Algasei na piętnaste urodziny dostawało się pierwszy diadem - była to oznaka dojrzałości.
Elfka była zachwycona. Ale czekał na nią jeszcze jeden upominek. Rozwinęła go. Był to srebrzysty naszyjnik. Delikatny, drogocenny, godny królowej. Widniały na nim trzy znaki - jeden oznaczał szczęście, drugi miłość, a trzeci magię.
Andrea nie posiadała się z radości.
Rzuciła się na rodziców i z wdzięcznością ich wycałowała.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję!
- Ale to jeszcze nie wszystko! - powiedziała mama.
- Jak to? - Andrea szczerze się zdziwiła.
- Zapomniałaś chyba, że na piętnaste urodziny każdy elf dostaje magicznego przyjaciela - smoka, pegaza, kotołaka, włochatka, sowę, kota w butach, czy co to tam jeszcze jest.
- Ach tak! Rzeczywiście, zupełnie zapomniałam! - Elfka zarumieniła się.
- Za godzinę ruszamy do Malibuny. Ubierz swą nową sukienkę.
- Naszyjnik i diadem też założę. I jeszcze raz bardzo wam dziękuję! - Andrea, cała w skowronkach, jeszcze raz ucałowała mamę i tatę. Była w siódmym niebie. Następnie szybko się przebrała.

- Gotowe do wyjazdu? - spytał tata.
- Tak! - oznajmiła Andrea.
Ślicznie wyglądała w błękitnej sukience i nowej biżuterii - można by pomyśleć, że jest księżniczką.
Wsiadła na swego białego jak śnieg rumaka Błyskawicę i pognała za rodzicami. Mama jechała na Kasztanku. Był to bardzo szybki, brązowy koń z cudowną czarną jak smoła grzywą i ogonem. Za to tata dosiadł swego pegaza.
Do Malibuny dotarli po godzinie. Szli między elfimi pałacykami, aż doszli do znanego w całej Algasei pałacu, w którym mieszkały magiczne stworzenia. Każdy elf po ukończeniu piętnastu lat odwiedzał to miejsce.
Pałac był najwyższą budowlą w Malibunie i z pewnością najokazalszą. Miał barwę pomarańczy, a wokół rozciągał się wielki, okazały park. Oprócz przeróżnej roślinności, znajdowały się tam też wybiegi dla zwierząt.
Rodzinka weszła do pałacu. Andrea długo kluczyła między stolami, na których stały klatki z puszystymi puszkami, między boksami z lotariami (to coś na kształt konia, ale mówił i latał - nie potrzebował nawet skrzydeł) i między całym mnóstwem innych przedmiotów i magicznych stworzeń. Elfka wypatrywała swego znaku. Każdy elf na prawej dłoni miał znak określający jego żywioł, wybierając zwierzaka trzeba kierować się nim kierować. Nie znalazła go jednak ani na drzwiach od boksu pegaza ani na obroży gadającego psa… Szukała i szukała, aż wzrok jej przykuło smocze jajo dokładnie takiego koloru jak jej nowa sukienka. Zbliżyła się do niego. Czuła, jak jej serce bije coraz mocniej. Teraz dokładnie widziała znak na jajku. Niebieska woda i czerwone iskry. To ten znak… Jej znak! Prawą dłonią dotknęła znaku na smoczym jaju tak, że ten na jej ręce i ten na jaju dokładnie się zetknęły… Woda i iskry zarówno na jej dłoni, jak i na skorupie jaja zaczęły lśnić. Lśnić tak mocno, jak nigdy dotąd. To była najwspanialsza chwila w jej życiu. Wzięła jajo i w podskokach pobiegła do rodziców, którzy stali troszkę dalej i z zainteresowaniem przyglądali się tej chwili, jakże ważnej dla ich córki. Przytulili ją i powoli udali się do wyjścia.
***
- Mamo! Minęły już trzy dni, a smok się nie wykluł! - Andrea była bardzo zaniepokojona tym faktem. A jeśli smokowi się coś stało i w ogóle się nie wykluje? Co wtedy? Na dodatek nikt z jej rodziny ani przyjaciół nie miał smoka i nie mógł jej poradzić, co zrobić w takiej sytuacji. Zaraz… Właściwie to jeszcze nigdy nie widziała smoka! To najrzadsze z magicznych stworzeń - niezwykle ważne i mądre.
Mama elfki miała kotołaka Mruczka. Często urządzała sobie z nim pogawędki. Był bardzo mądry i zawsze musiał mieć ostatnie zdanie. Umiał też zamieniać się w chłopca, ale rzadko wykorzystywał tę umiejętność. Kotołak był podobnym do kota stworzeniem. Oczy miał jednak dziwne, czerwone, niespotykane u żadnych innych stworzeń, a sierść szarą. Był też z pewnością lepiej zbudowany od zwykłego domowego kotka.
Tata An miał pegaza Pioruna. Pegaz to skrzydlaty koń, najczęściej biały. Zawsze wszystkich zachwycał swą urodą. Był bardzo dumny i honorowy, ale miał też poczucie humoru - tak przynajmniej twierdził Multa.
Natomiast starsza o rok przyjaciółka Andrei, Laila, posiadała włochatka Lotka. Było to małe, włochate stworzonko umiące mówić i latać. Kolor włosków, a owłosiony był cały, miał czerwono-pomarańczowo-żółty. Był słodziutki. Miał spore oczy, malutki nosek i małą buźkę. Laila często wołała na niego „Ty włochata kulko!” albo „Ty dzikusie jeden!”, ponieważ był bardzo żywiołowy i szalony - energia nigdy go nie opuszczała. Mógł szaleć całymi dniami i nocami.
Wieczorem Andrea poszła spać. Nim jednak zasnęła, położyła jajo na szafce nocnej, aby w razie konieczności szybko po nie sięgnąć. Miała jakieś dziwne przeczucie, że niedługo smoczek się wykluje.

Elfka nagle się obudziła. Słyszała jakieś podejrzane piski. Było już jasno, ale światło było jakieś nienaturalne… Błękitne. I wtedy spojrzała na jajko. Smok się wykluwał! Nareszcie! Elfka była bardzo podniecona. Zaraz wykluje się jej smok! Jakże go oczekiwała!
Obserwowała cierpliwie wykluwające się pisklę. Widać było już główkę! A po chwili także przednie łapki i po kilku pełnych napięcia chwil smok stał na szafce. Skorupy jajka spadły na ziemię.
Jak można było przewidzieć, smok był prawie w całości błękitny. Tułów jednak miał odcień ciemnej szafirowej barwy. Na ogonie miał bordowe szpikulce. Był taki malutki! Mierzył mniej więcej dwadzieścia centymetrów! Miał dość długi ogon, szyję i skrzydła, które z kolei miały odcień jasnego błękitu. Andrea wyszeptała zaklęcie i świece w pokoju natychmiast się zapaliły. Łuski smoczka mieniły się różnymi barwami niebieskiego koloru. Andrea dotknęła boku smoka. Łuski, ku jej zdziwieniu, były dość miękkie. Po chwili w miejscu, gdzie pierwszy raz dotknęła smoka, pojawiła się niebieska woda i czerwone iskry. Ich znak.
Rozradowana elfka wzięła ostrożnie smoka w dwie dłonie i pobiegła do rodziców. Ci spali w najlepsze, ale gdy An trzasnęła drzwiami, natychmiast się zbudzili.
- Co się dzieje?! - Tata troszkę się poddenerwował.
- Smok! Smok się wykluł!
- Naprawdę? Gdzie jest?-  Mama zdawała się być nie mniej podekscytowana niż córka.
Andrea pokazała rodzicom pisklaczka. Ten rozwinął skrzydła i dumnie się wypiął.
- Ach, jest cudowny!
Elfka dumnie spojrzała na pupilka. Z pewnością w przyszłości czekały na nich wspaniałe przygody!
Hmm… Jak trochę podrośnie, to będę mogła na nim latać! Tak jak tata na pegazie. A nawet lepiej!
Uśmiechnęła się.
- Jak go nazwać? - spytała.
- Raczej ją. - Tata uważnie przyjrzał się smokowi. - Myślę, że to jest smoczyca.
Smoczyca pokiwała głową.
- Jej, jaka ona mądra! - An była wyraźnie wstrząśnięta.
Smoczyca znów pokiwała błękitnym łebkiem, a następnie kichnęła. Z nozdrzy uniosła się smużka dymu.
Cała rodzina, wraz ze smoczkiem, wybuchła śmiechem. No, smoczyca to najwyżej wydała z siebie zabawne piski.
Andrea zwróciła się teraz do smoczycy.
- No dobrze, to jak cię nazwać?
Smoczyca znów wydała z siebie serię pisków. Zapewne chciała wypowiedzieć się na ten temat. W końcu to poważna sprawa.
- Więc będę wymieniała imiona, a ty sobie jakieś wybierzesz poprzez pokiwanie głową, zgoda?
Pomysł ten wzięła z pewnej książki.
Smoczyca pokiwała łebkiem.
- Manija?
Smoczyca nie zgodziła się.
- Alia?
Smoczyca pokręciła głową.
- Mentra?
Nie.
- Kalia?
Nie.
- Rona?
Nie.
- Paja?
Też nie. Smoczyca wciąż zaprzeczała. Nie zgodziła się też na Katię, Solię, Maję, Rozalię i tak dalej. Nawet rodzice nie zdołali pomóc.
An zaczęła się poddawać.
- To może… - Pomysły prawie się jej wyczerpały. - To może Lenora?
Smoczyca nareszcie się zgodziła.
- To może… może… Rokita?
- Andreo, ona się zgodziła - powiedziała mama, starając się ukryć rozbawienie.
- Co?! Naprawdę?
Lenora pokiwała głową.
- Ach, Lenoro!
Andrea przytuliła smoczycę.
- No dobrze, idźcie już spać! - Tata zaśmiał się.
- Dobranoc - szepnęła An.
- Dobranoc - odpowiedzieli rodzice.
Elfka wraz z Lenorą na ramionach udała się powoli do swej komnaty. Tam przez chwilkę pobawiła się ze smoczycą, a następnie obie zasnęły.

Rozdział 3 ->



***
Obchodzicie Halloween? Jeśli tak, życzę miłej zabawy. Dla mnie w każdym razie to przeszłość...
Jutro dzień Wszystkich Świętych, pojutrze Zaduszki. Jak spędzacie te dni? Tradycyjnie? I co myślicie o śmierci? To koniec, a może początek...?

8 komentarzy:

  1. Hey!

    Dzięki za komentarz u mnie ;)

    Ah! Myślałam, że spadnę z krzesła! Kotołak? Kot w butach? Pegaz? Heh to było genialne! xD

    Nie, teoretycznie, nie obchodzę Halloween. Aczkolwiek za tydzień znajoma urządza mroczne party z motywem Halloweenowym xd

    Cóż... Wybieram się na cmentarz, a tak poza tym, to będę raczej kuć na kolokwia... Przez własną głupotę (i lenistwo ^^") mam teraz 2 do zaliczenia, a nie jedno...

    Co do śmierci... W sumie nigdy nie zastanawiałam się nad tym jakoś szczególnie... Ale nie sądzę, że to koniec. Może raczej, właśnie początek... Początek...czegoś nowego... Tak uważam.

    Ah! Miałam jeszcze napisać, że ten rozdział był super! ;)

    Ave i weny! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :*
      Nie ma za co :)
      Heh, wymysły dzieciaka xD Nie ma to jak wrzucić do opowiadania bajkowe stworzonka ;)
      Ola właśnie na coś w tym stylu poszła. Z kolei u mnie w domu było już kilka grupek dzieciaków z nadzieją na słodycze.
      Ech, do nas zjeżdża się cały tabun ludzi... Idziemy do kościoła (no, to akurat nie wszyscy), na cmentarz, a potem do nas wszyscy przyjeżdżają na kawę.
      Soka... Wydaje mi się, że wiele osób myśli w podobny sposób.
      Cieszę się, że Ci się podobał :)
      Dzięki i nawzajem ;*

      Usuń
  2. Rozdział świetny, jak zwykle <3
    A co do Halloween, to nie świętuje i nigdy nie świętowałam.
    Święto zmarłych natomiast tradycyjnie, na cmentarzu. Choć sama nie wiem czy śmierć to początek czy koniec ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobał :)
      Dziękuję za odpowiedzi, zawsze jestem ciekawa, jak inni spędzają dane święta czy też co myślą na jakiś temat...

      Usuń
  3. Dobra nie dobra bliźniaczka nadrobiła wreszcie opowiadanko ^ ^

    Kurde przez brak czasu jestem strasznie opóźniona x_x' No ale na
    całe szczęście udało mi się nareszcie nadrobić ^ ^"

    Rany no jak ja kocham takie klimaty nooo Q.Q <3 Kurczę no nie mogę doczekać się jutra xD Ech no pomińmy że przeczytać będę mogła dopiero późnym wieczorem -.-" No ale w każdym bądź razie rozdział uroczy i w ogóle Q.Q

    Heh co do Hallowen wiesz że go nie obchodzę... Co do śmierci gadałyśmy o tym tyle razy więc już nie będę tego roztrząsać...

    Do usłyszenia :*

    Suzu-chan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że co nieco poczytałaś :)

      Hai, wiem, wiem. Dzięki za wszystko ;*

      Aya

      Usuń
  4. Dotarłam! Bądź ze mnie dumna! :D Ah, zanim do rozdziału- przykro mi, że to porzucony twór, mam nadzieję, że za bardzo mnie nie wciągnie, bo załapię jesienną depresję, której notabene nigdy nie przechodziłam. XD
    ~*~
    Mhm, zjadłabym urodzinowe śniadanko! *O* hah, diadem jako oznaka dojrzałości, nigdy bym takowego nie dostała... nie dorosnę. XD
    Bardzo fajny pomysł z tymi znakami. Nie wiem, ale czuję wtedy jakiś taki wyjątkowy nastrój. Świetny akcent.
    ~*~
    "Widać główkę" hah, coo. XD
    Kalia było ładne! Widocznie nie mam gustu smoczycy... XD
    ~*~
    Wiesz, jestem osobą bardzo wierzącą, więc dla mnie śmierć to początek. Oczywiście, nie jest tak, że pcham się w jej szpony, czy coś. Po prostu czekam na raj, ale najpierw mam sporo do roboty tutaj. :D
    Co do Halloween. Nie obchodzę, bo... nie mam z kim, może tak. Łażę po grobach... >____<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem dumna, jestem xD Dziw, że komuś w ogóle chce się czytać te amatorskie wypociny o.O
      Nie wciągnie Cię aż tak bardzo, nie ma w tym nic szczególnie ciekawego i oryginalnego ^^'
      Ech, ja to depresję mam praktycznie non stop...

      Dziękuję za odpowiedzi na pytania postawione w notce :) Jak widzę, masz do tych spraw bardzo podobny stosunek do mnie :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.