sobota, 6 października 2012

Magia żywiołów



Rozdział 1


   Promyki słońca ogrzewały jej twarz. Obudziła się. A tak wygodnie jej się spało… Czemu nie opuściła wczoraj rolet? Może mogłaby pospać dłużej…
      Spojrzała sennie na zegar wiszący na ścianie przeciwległej do tej, przy której stało łóżko.
   - Za pięć ósma?! Niemożliwe! Spóźnię się! Dlaczego budzik nie zadzwonił?! - Szybko wstała i migiem się ubrała. Wybiegła z pokoju, skierowała się na dół. W domu było cicho, rodzice pewnie jeszcze spali, a może byli już w pracy? Nie miała czasu się nad tym zastanawiać. Wybiegła z domu bez śniadania i już chciała pobiec do szkoły, gdy uprzytomniła sobie, że jest w papciach. - Rany, i plecaka też nie wzięłam! - załamała się. Wróciła więc szybko do domu, ubrała buty i porwała torbę. Była już ósma.
   Pobiegła w te pędy do szkoły. Po drodze nie spotkała żywej duszy, ale nawet nie spostrzegła tego dziwnego faktu.
   Wbiegła do szkoły i pognała na drugie piętro, do sali 217, w której miała się teraz odbywać lekcja matematyki. Spojrzała na zegarek - już siedem po ósmej… Jeszcze nigdy nie zaspała i nie spóźniła się do szkoły!
   Weszła do klasy.
      - Przepraszam za spóźnienie, ja… - Nie dokończyła. W sali nikogo nie było! Czy zapomniała o jakiejś zmianie planu? A może lekcje odbywają się w innej klasie?
   Wyszła z powrotem na korytarz. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że nikogo jeszcze dzisiaj nie spotkała. W domu nie było rodziców, choć, jak sobie przypomniała, powinni jeszcze być w domu, zaczynali bowiem pracę dopiero o dziesiątej. Na ulicach też ani śladu żywego ducha, a w szkole nie spotkała nawet jednej sprzątaczki czy szatniarki (co się jeszcze nie zdarzyło w jej karierze szkolnej)!
   Pukała i zaglądała do każdej klasy i do każdego innego pomieszczenia, ale nigdzie nikogo nie było. Była coraz bardziej zaniepokojona…
   Opuściła budynek i powoli, rozglądając się dookoła, wracała do domu. Mieszkała w domku jednorodzinnym razem z rodzicami. Była jedynaczką. Miała bardzo ciemne włosy, nie były jednak czarne, miały raczej odcień gorzkiej czekolady. Była w miarę szczupła i całkiem ładna, zielonobrązowe oczy wyglądały spod ciemnych, pięknie zarysowanych brwi.
   Weszła do mieszkania. Było ono bardzo ładnie urządzone. Na parterze znajdowały się przedpokój, salon, kuchnia, łazienka i zejście do piwnicy. Na piętrze były trzy pokoje - Diany, sypialnia rodziców i niewielki pokoik gościnny. Znajdowało się tam także wejście na strych. Dziewczyna weszła po schodach na piętro i skierowała swe kroki do pokoju mamy i taty. Z przyzwyczajenia zapukała do drzwi. Cisza… Ostrożnie uchyliła drzwi i… nic. Ani śladu rodziców. Zrozpaczona przetrząsnęła cały dom, łącznie z piwnicą i strychem. Przeszukała nawet, choć sama nie wiedziała dlaczego, wszystkie szafy i szuflady. Była sama.
      Wyciągnęła z kieszeni komórkę i wykręciła numer do matki.
      Abonent czasowo niedostępny, usłyszała.
      Spróbowała więc zadzwonić do ojca.
      Abonent czasowo niedostępny.
      Następnie zadzwoniła do swojej przyjaciółki, Kasi. Teraz również nikt nie odebrał. Wydzwaniała jeszcze do kilku koleżanek i kolegów. Na koniec wybrała nawet numer na policję.
      Abonent czasowo niedos…
      Diana zerwała połączenie i cisnęła telefon na ławę. Usiadła na salonowej kanapie i ukryła twarz w dłoniach. Co się dzieje? Może ktoś robi jej niemiły dowcip? A może to program typu „Mamy cię!”? A może naprawdę coś się stało? Coś poważnego? Co jeśli jest ostatnim człowiekiem na Gai?
   Nie chciała o tym myśleć.
   Muszę coś zrobić… Cokolwiek… Przecież nie mogę tu siedzieć przez cały dzień!, pomyślała.
   Wyszła na ulicę. Postanowiła przejść się po osiedlu. Może jednak kogoś spotka?
   Spojrzała na zegarek - było już po dziewiątej…
   Zaczęła poszukiwania jakiejkolwiek żywej duszy. W ciągu czterech godzin nie znalazła nikogo, nawet psa czy kota, nie widziała nawet muchy… Poczuła się strasznie samotnie. Było już po trzynastej, spostrzegła ze zgrozą. Tak długie poszukiwania okazały się bezowocne!
   Co tutaj się stało?! Rozmyślała gorączkowo. Nagle zatrzymała się wpół kroku. Coś usłyszała… Głosy…
   Chwilę nasłuchiwała, jednak po dłuższej ciszy kontynuowała swoją wędrówkę. Szła ulicą Mamrotkową. Po chwili skręciła na Ciasteczkową i… na końcu uliczki zobaczyła dwoje ludzi - chłopaka i dziewczynę. Serce zabiło nastolatce mocniej. Przez moment nie była w stanie się poruszyć… Po chwili odzyskała panowanie nad nieposłusznym ciałem i zaczęła powoli biec w kierunku nieznajomych. Tamci skręcili już w następną ulicę, Słoneczną, więc przyspieszyła. Dotarcie do zakrętu zajęło jej chwilę. Skręciła. Dziewczyna i chłopak byli teraz w połowie Słonecznej. Podbiegła do nich, krzycząc:
      -Hej! Zaczekajcie!
   Tamci odwrócili się błyskawicznie, Diana omal na nich nie wpadła. Oboje spojrzeli na dziewczynę. Ich twarze wyrażały ogromne zdziwienie. Dziewczyna otworzyła usta z wrażenia.
      - Eee… - zawahała się Diana. Właściwie co miała powiedzieć?
   - Niesamowite! - zachwyciła się nieznajoma dziewczyna. - To po prostu cudowne, wspaniałe, powalające z nóg!!! To jest…
      -Majka, ona tu jest, wiesz? - przerwał jej chłopak. Był odpowiedniego wzrostu, dobrze zbudowany i zarazem smukły, bardzo przystojny. Miał ciemne blond włosy i orzechowe oczy, przepełnione inteligencją.
      -Przepraszam. - Dziewczyna spuściła na moment wzrok, udając skruchę. Po chwili jednak uśmiechnęła się figlarnie, puściła oczko do chłopaka i podała dłoń Dianie w geście powitania. - Cześć! Mam na imię Maja! - przedstawiła się.
      - Diana - odpowiedziała.
      - A ja jestem Damian. Miło mi cię poznać. - Chłopak uśmiechnął się i podał rękę Dianie. Ta uśmiechnęła się nieśmiało, podała swoją dłoń i natychmiast spuściła wzrok. Przez chwilę panowało milczenie.
      - Mieszkasz gdzieś tu w pobliżu? - spytała Majka, rozglądając się dookoła i przerywając tym samym milczenie. Była niezwykle podobna do towarzyszącego jej chłopca, jednak blond włosy miała o wiele jaśniejsze, niemalże złote.
      - Tak, mieszkam na tym osiedlu - potwierdziła Diana. - A wy? - zrewanżowała się pytaniem.
      - Nie, my pochodzimy ze Złotego Królestwa - odparła Maja.
      - Skąd? - zapytała ze zdziwieniem Diana. - Nigdy nie słyszałam o takim mieście. A może to jakieś państwo? - zastanowiła się.
      - Tak dokładnie to planeta! - orzekła Majka ze śmiechem.
      Diana miała ochotę wybuchnąć śmiechem, ale stwierdziła, że może się to wydać niegrzeczne (była dobrze wychowaną dziewczyną). Zagryzła więc tylko wargi.
      - Czemu nic nie mówisz? - spytała złotowłosa dziewczyna. - Może opowiesz coś o sobie?
      - To chyba raczej wy powinniście opowiedzieć o sobie! Czemu się wygłupiacie z tą swoją planetą? Nie widzicie, co się tutaj stało?
      - Przepraszamy, jeśli tak to odebrałaś - odrzekł Damian. - Widzisz... To dość trudne do wyjaśnienia, skoro ty naprawdę nic nie wiesz. Jak by to powiedzieć... Cóż, jesteśmy tutaj jakby... „na zwiadach”. Pochodzimy z Magicznego Układu Planetarnego. Znajduje się w tej samej galaktyce co twoja planeta, Gaja. W naszym układzie znajduje się dziesięć planet. Ale to w tej chwili nieważne. W każdym razie we wrześniu rozpoczyna się nowy rok szkolny w Akademii Nauk Magicznych na Planecie Centralnej, zwanej też Piątą Planetą. My do tej szkoły chodzimy, a właściwie ja chodzę, a moja siostra dopiero zacznie naukę.
   „Siostra... Czyli dlatego są tacy podobni”, pomyślała Diana.
   - Przybyliśmy na Piątą Planetę kilka dni wcześniej, by przygotować się do rozpoczęcia roku. I wtedy właśnie dowiedzieliśmy się, że na kolejnej planecie zniknęły wszelkie niemagiczne istoty. Jednak to pierwsza planeta, na której żyli ludzie.
      - Jak to kolejna? To wcześniej się już to zdarzało? - spytała Diana. Była coraz bardziej zaniepokojona. To wszystko wydawało się takie nierealne, ale po prostu uwierzyła słowom przybyszy.
      - Tak, to się już wydarzyło kilka razy - potwierdziła Majka. - Nikt nie wie jednak, kto i jak to zrobił.



***
      Oto jedno z moich gimnazjalnych opowiadań - a raczej jego zalążek, bo historia ta nigdy nie doczekała się ciągu dalszego i to się na dziewięćdziesiąt procent już nie zmieni. Mimo wszystko postanowiłam dodać na tego bloga kilka opowiadań. Gdyby komuś się nudziło, zawsze może tu zajrzeć...

5 komentarzy:

  1. Cześć, powróciłam do blogowania. Podobnie jak Ty też przeniosłam się z onetu na blogspota. Mam nadzieję, że odnowimy naszą blogową znajomość. Pozdrawiam i zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aya Ty naprawdę masz niesamowity talent!I uwierz, że jeżeli ktoś taki komplement Ci prawi to nie jest to bynajmniej wyssane z palca.Z taką łatwością dobierasz słowa, które składają się w jedną spójną całość.Moja wyobraźnia powoli zanika, co mnie bardzo martwi, dlatego cieszę się, że w swoich opowiadaniach dzielisz się swoją i pobudzasz do życia moją :).
      Och,skąd ja znam te rolety!U mnie nie tyle są poodsłaniane, ale amatorsko i prowizorycznie zrobione (jak większoć rzeczy w Szkocji XD).Przez 1/4 okna przebija słońce.I zamiast w swój wolny dzień pospać do 12 i wypocząć, wstaję o 8 lub 9 a następnego dnia kiedy już trzeba się zmobilizować do pracy jestem jak zombi i mam wokół oczu szaro-fioletowe neony!
      Kiedy zaczęłam czytać Twoje opowiadanie myślałam,że może Twoja bohaterka zapomniała o wolnym od szkoły weekendzie i dlatego nikogo nie spotkała!A tu szok!
      Ludzie zniknęli, a na Ziemię przybyło, że tak się wyrażę, dwoje kosmitów? XD
      Szkoda, że te opowiadanie nie doczekało się kontynuacji, bo zapowiadało się interesująco.Coś na styl bajki Winx pomieszanej z Harrym Potterem!Jeśli wiesz o co mi chodzi oczywiście!
      Jedynym minusem,a właściwie to bardziej moim spaczeniem, jest fakt, że nie lubie kiedy w opowiadaniach używa się polskich imion!Chyba dlatego, że wolałabym się urodzić w Japoni XD!Choć muszę przyznać,że imię Diana mi się podobało!:)
      Oczywiście bardzo chętnie bedę czytać resztę Twoich opowiadań!
      Życzę dalszej inspiracji!
      Ja ne!

      Usuń
    2. Dziękuję Ci bardzo za te komplementy Q.Q Jeśli mam być szczera, co najmniej kilka osób na przestrzeni lat od zerówki/podstawówki do dnia dzisiejszego mówiło mi, że mam talent do pisania, ale mój stosunek do tych bazgrołów jest... cóż, trochę zdystansowany, jeśli mogę to tak ująć. Po prostu nigdy nie jestem w pełni usatysfakcjonowana tym, co napisałam. Obawiam się, że to się nie zmieni. Choć może to i dobrze? Sama nie wiem.
      To okropnie miłe, kiedy ktoś mówi, że pobudzam jego wyobraźnię czy też sprawiam, że ów ktoś znajduje nagle wenę na pisanie. Nie wiem, jak to się dzieje. Magia słowa?
      Och, szczerze mówiąc, ja nawet jak śpię długo i smacznie, to się nie wysypiam i wyglądam jak zombie. Chodzę wiecznie zmęczona, nie do końca wiem dlaczego... Po części to pewnie stres...
      Ale świetnie to wyczułaś! To opowiadanko miało być właśnie czymś w stylu Klubu Winx (niegdyś moja siostra i ja miałyśmy hopla na punkcie tej bajki, w gimnazjum naszła mnie zaś chętka na napisanie czegoś w tym klimacie).
      Wiesz, teraz raczej nie używam polskich imion w opowiadaniach. Ale to zostało napisane bodajże w pierwszej klasie gimnazjum, ewentualnie w drugiej, a Japonią zaczęłam interesować się dopiero w połowie trzeciej (wierzyć się nie chce, mam wrażenie, że kocham Japonię całe życie!).
      Ach, po raz kolejny sprawiłaś, że łezka mi się w oku zakręciła. Nie sądziłam, że ktoś w ogóle przeczyta te bzdety, a nawet jeśli, to że ponadto będzie miał ochotę poczytać coś innego! Tak więc kieruję pokłony podziękowania w Twoim kierunku!
      Mata ne :)

      Usuń
  2. Hej!
    Tu jeszcze raz ja!
    Jeśli będzie Ci się nudziło wpadnij na mojego bloga!
    Naskrobałam na nim jedno opowiadanko :)
    Czekam na konstruktywną krytykę mój guru pióra!
    http://devilish-diary-of-geisha.blogspot.co.uk/
    Buziaczki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję Ci za komentarz!Fakt, też już intepunkcję i błędy zauważyłam jak mi na to uwagę zwróciłaś!
    Zaraz zabiorę się za poprawianie!
    Oczywiście Twoje rady biorę sobie do serca!Napewno będą przydatne przy dalszym pisaniu :)
    Dawno nie pisałam takich opowiadań więc to kolejny fakt.
    Już nie pamiętam jak to powinno wyglądać to poprawnie XD!
    Ale oczywiście już się nie tłumaczę tylko biorę ostro do roboty!
    Ja ne!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.