sobota, 13 października 2012

Marzenie aniołka



Pewnego cudownego dnia, około pięć lat przed naszą erą, w niebie na świat przyszła mała dziewczynka. Nowo narodzony aniołek miał niebieskie oczy, złote włosy i śliczne białe skrzydełka. Mamusia nazwała ją Anielką, co oznacza „aniołek Pana”, i ubrała w anielską sukienkę. Już następnego dnia Anielka umiała chodzić, mówić, tańczyć, latać... Jak to w raju.
Kiedy dziewczynka skończyła pięć latek, wszędzie zaczęto głosić wieść, że w tym właśnie roku Pan Bóg ześle na świat swego syna, Jezusa, w postaci człowieka.
      - Uwaga, uwaga! Przygotujcie się wszyscy na to przełomowe wydarzenie! Udekorujcie domy i przystrójcie ulice! Już niedługo nadejdzie ten tak oczekiwany przez ludzi dzień! - wszędzie było słychać takie słowa.
      - Mamusiu, tatusiu! Czy mogłabym być przy narodzinach Pana Jezuska? - spytała pewnego dnia Anielka. - Mogę?
- Och, córeczko, to nie zależy od nas.
- Ale mamusiu...
- Aniołku, nie rozumiesz?
- Musisz dowieść, że jesteś bohaterem! - wtrącił starszy brat dziewczynki.
      Michał miał dziesięć lat i Anielka uważała go za anioła, który „wie wszystko”. Potraktowała więc całkiem poważnie jego słowa.
      - Nie mam żadnych szans - załamała się. Było już dość późno, więc mały aniołek ze zwieszoną głową poszedł spać.
       Anielka obudziła się. Zobaczyła, że znajduje się w całkiem obcym pokoju. Przestraszyła się.
      - Gdzie ja jestem?! Co ja tu robię?!
      Stwierdziła w końcu, że to na pewno jakiś dziwny sen. Uspokoiła się więc troszkę. Przebrała się w swą anielską sukienkę i wyszła z małego pokoiku. Zobaczyła niewielką kuchnię ze stołem, przy którym siedziała jakaś pani oraz dziecko mniej więcej w jej wieku. Zorientowała się, że dwuosobowa rodzina, w której domu się znalazła, nie jest zbyt bogata. Wzruszyła się, patrząc na dziewczynkę, która na śniadanie dostała tylko malutką kromkę chleba.
      „Anielko, opiekuj się Jagódką! Opiekuj się Jagódką...”
      - Aaa! Co to było?! Mamo!
      Wybiegła ze skromnego domku. Bardzo przestraszyła się słów, które same powiedziały się w jej głowie. Znalazła się na ulicy, przy której stało wiele budynków podobnych do domu Jagódki.
      „Jesteś jej aniołem, aniołem stróżem...”
      - Och, nie! Znowu ten wewnętrzny głos. Co ja mam z tym zrobić? Obudź się! Obudź się!
      Czuła się dziwnie. Coś jej mówiło, że to jednak nie sen, bo nigdy coś takiego jeszcze jej się nie śniło. Postanowiła, że będzie opiekować się Jagódką, widocznie tak ma być.
      Spostrzegła, że dzieci wychodzą z domków i kierują się do budynku, który wyglądał na szkołę. Podążyła za swą podopieczną. Po chwili pewien chłopiec zaczął naśmiewać się z Jagódki. Biedactwo miało już łzy w oczach. Anielka postanowiła działać.
      - Przestań! - powiedziała stanowczo do okrutnego chłopaka. - Przestań się z niej naśmiewać!
      Chuligan usłyszał te słowa w swej głowie i przestraszony... przestał. Jagódka ze zdziwieniem poszła dalej.
W szkole dzieci z klasy dziewczynki pisały sprawdzian. Podopieczna Anielki zrobiła cztery zadania, ale zatrzymała się przy piątym.
- Och! Ile jest czternaście razy dwa, czternaście razy dwa? - szeptała zaniepokojona Jagódka.
- Dwadzieścia osiem. Czternaście razy dwa to dwadzieścia osiem.
Anielka wiedziała już, że to nie sen. Wiedziała, że musi opiekować się dziewczynką, że jest jej aniołem stróżem. Ucieszyła się, bo w niebie nie ma komu pomagać. Wszyscy są szczęśliwi. Pomyślą o lodach z bitą śmietaną - mają je, chcą znaleźć się na łące obsypanej kolorowymi kwiatami - już na niej są. A na ziemi? Ludzie mają problemy, toczą się wojny...

Polubiła Jagódkę. W trudnych sytuacjach dodawała jej otuchy. Dzięki niej Jagusia miała nadzieję, wierzyła w spełnienie swoich marzeń. Pewnego dnia jednak ciężko zachorowała. Jej mama modliła się o nią, mówiła, że wszystko będzie dobrze, ale nie było. Kobieta nie miała pieniędzy na leczenie swej małej córeczki. Anielka była załamana. Nie miała pojęcia, co zrobić w tej sytuacji. Patrzyła na podopieczną ze smutkiem. Cały czas mówiła coś do niej, ale Jagódka coraz częściej spała, wyczerpana chorobą.
      - Co ja mam robić? - pytała samą siebie Anielka. - Co?
      „Uwierz w swoją anielską moc, Anielko, a wszystko będzie dobrze.”
      - Tak, jestem przecież aniołkiem i wygram! Wygram z przeciwnościami losu! Wygram! Wygram!
      „Brawo, skarbie, tak trzymaj!”
      - No, Jagódko, wszystko będzie dobrze. Nie martw się! - powiedziała z głęboką wiarą Anielka do Jagusi. - Naprawdę!
      Po słowach otuchy Jagódka poczuła się lepiej. Otworzyła oczy. Choć nie widziała swego anioła stróża, coś mówiło jej, że nie jest sama, że ktoś nad nią czuwa. Od tego momentu zaczęła dochodzić do siebie, po tygodniu była zdrowa jak ryba.
      „Gratuluję, kwiatuszku, uzdrowiłaś swą podopieczną!”
      - Naprawdę? Ja ją uzdrowiłam? Tak się cieszę!

      Jednak to nie był koniec przygód, lecz nasz aniołek o tym nie wiedział. Anielka opiekowała się Jagódką w domu i w szkole, w dzień i w nocy.
      Pewnego słonecznego poranka Jagusia wraz z mamusią wybrały się do babci i dziadka w odwiedziny. Musiały jechać wozem zaprzężonym w konie, bo do dziadków było dość daleko. Podróż była przyjemna, woźnica jechał przez pola i lasy, umilając im czas śpiewem, a głos miał piękny. Po pewnym czasie Anielka usłyszała niepokojące dźwięki, jakby szybki tętent końskich kopyt. Trzeba przyznać, że aniołek trochę się przestraszył. Nie wiedział, jacy jeźdźcy dosiadają tych rumaków. Czy są dobrzy, czy źli? Właśnie gdy zastanawiała się, co zrobić w tej sytuacji, zauważyła mężczyzn ubranych na czarno pędzących na równie czarnych koniach. Woźnica próbował uciekać, skierował konie w inną stronę, ale na próżno. Jagódka znieruchomiała i pobladła. Mamusia przytuliła przerażoną córeczkę.
      - Zaraz nas dogonią! O, nie! - Anielka wiedziała już, że ludzie na czarnych wierzchowcach są źli.
      - Mamusiu! Zrób coś... Aaaa!!!
      - Córeczko!!! - krzyknęła zrozpaczona mama, gdy wyrwano jej z rąk dziecko i padła zemdlona.
      Jagódka została porwana. Oczywiście jej mały, przestraszony anioł stróż poleciał za nią.

      - Gdzie ja jestem? - Jagódka obudziła się z zimna. Leżała w ciemnym lochu i strasznie się bała. Anielka zaczęła działać.
      - Jest ci ciepło. Tak, przytul się do mnie. Jestem twoim kocykiem, twoim aniołem stróżem. Nie pozwolę cię skrzywdzić.
      Jagódce, przyzwyczajonej do głosu wydobywającego się z jej głowy, natychmiast zrobiło się cieplutko i milutko. Jednak bardzo tęskniła za mamusią. Nagle do lochu wszedł mężczyzna. Był prawie niewidoczny w ciemnej komnacie. Ubrany na czarno pan był wysoki i szczupły. Jagusia przeraziła się, lecz Anielka dodała jej odwagi:
      - Nie bój się, jestem przy tobie!
      Oczywiście, podziałało.
      - Czego pan ode mnie chce? - zapytała dzielnie dziewczynka.
      - O, małe bobo się odezwało - zakpił sobie porywacz.
      - Czego pan ode mnie chce? - powtórzyła Jagódka.
      - Jesteś dość śmiała jak na swój wiek. No cóż, ile masz lat, mała?
      Jagusia nie odezwała się. Patrzyła odważnie swymi brązowymi oczkami na czarnego niegodziwca.
      - Jak zaraz się nie odezwiesz, to oberwiesz! - prawie krzyknął zły człowiek, robiąc krok do przodu. - No, czekam!
      Po kilku minutach porywacz stracił cierpliwość, posunął się do przodu i chciał uderzyć dziecko. Zamachnął się...
      - Nie waż się zrobić jej krzywdy! Rozumiesz? Lepiej pomódl się o przebaczenie, panie... eee... porywaczu!
      Jak zwykle, podziałało. Porywacz cofnął się z dziwną miną i wyszedł.
      Podobnie minęło kilka dni. Niestety, Jagódka znów gorączkowała. Nawrót choroby był silniejszy niż poprzednio. Na dodatek czarni jeźdźcy wciąż próbowali ją skrzywdzić. Anioł stróż jednak opiekował się dziewczynką przez cały czas. Mimo to była coraz słabsza. Podczas snu majaczyła. Sytuacja była opłakana. Nawet Anielka przestawała wierzyć w wyzdrowienie Jagusi.
      „Nie trać wiary!” Te słowa wciąż słyszała w swej główce.
      - Och, nie dam rady. To zbyt trudne. Jestem beznadziejnym aniołem stróżem.
      „Wcale nie.”
      - Właśnie, że tak! Już pogodziłam się z porażką, nie ma sensu mnie pocieszać! - Anielka była załamana. Nie miała już pomysłów, co robić.
      - Jagódko, tak bardzo się starałam czuwać nad tobą, naprawdę! Uwierz mi, proszę!
      Jagusia była tak ciężko chora, że śmierć już na nią czyhała. W niebie byłaby przecież szczęśliwsza, lecz Anielka czuła, że to jeszcze nie jej czas. Wiedziała, że musi coś wymyślić. Nagle krzyknęła:
      - Wiem! Mam pomysł! Muszę - tu zaczęła wyliczać na palcach - dodać jej wiary, gorąco się za nią modlić, cały czas mówić do niej, zrobić coś z tymi niegodziwcami i... jakoś ją uzdrowić!
      Tak też uczyniła. Modliła się, dodawała jej otuchy, ale pozostało najtrudniejsze: Co zrobić z porywaczami? Jak ich pokonać?
      - Nie mogę zrobić im krzywdy, ale przecież mogę... - W tym momencie przyszło olśnienie. - Mogę ich nawrócić! Nie będzie to proste, ale wierzę, że dam radę!
      „Doskonała myśl, Anielko.”
      Przez cały tydzień nasz pięcioletni aniołek nawracał czarnych jeźdźców. Jaki był tego rezultat?
      - Och, biedne dziecko! Karolu, biegnij szybko po lekarza, bo z małą jest źle! - krzyknął pewnego ranka przywódca bandy.
      - Już lecę!
      - Jak mogliśmy ją porwać? Co z nas za ludzie?
      - Jesteśmy okrutni!
      - Biedactwo, jak ona musi cierpieć!
      Przybył pan doktor. Jagusia leżała już w pięknym łożu w cudownej, ciepłej komnacie. Niestety, lekarz stwierdził, że nic już nie może zrobić. Anielka nie wierzyła własnym uszom, czyżby wszystko było na marne? Nie, nie podda się!
      - Niech pan spróbuje, doktorze! Bóg panu pomoże! Proszę uwierzyć!
      Zdziwiony, ale pełen nadziei lekarz wziął się do pracy. Reszta zależała od małego aniołka, który odezwał się do umierającego dziecka:
      - Jagódko! Musisz uwierzyć, że wyzdrowiejesz! Uwierz w siebie i we mnie! Błagam!
      Jagusia słyszała słowa wypowiadane przez swego anioła stróża w czasie snu. Nadzieja wstąpiła w jej słabe serduszko. A Anielka zaczęła się modlić:
      - Najukochańszy panie Boże, błagam, uzdrów tę oto dziewczynkę! Błagam, o dobry Boże! Błagam!
      Złociste światło wpadło przez okno do pokoju, skierowało się na bladą twarzyczkę śpiącego dziecka...
      Jagusia była zdrowa! Nawróceni jeźdźcy opiekowali się dziewczynką, a potem czym prędzej zawieźli ją do domu, do umierającej z rozpaczy mamy.
      Anielka była szczęśliwa. Uratowała człowieka. Jakie to miłe i ciepłe uczucie...

      - Gdzie ja jestem? - zapytała Anielka, przecierając oczka ze zdziwieniem.
      - W domu, nasz mały bohaterze!
      - Naprawdę? Och, mamusia, tatuś, Michał! Tak was kocham. Posłuchajcie, co mi się przytrafiło...
      Opowiedziała o swych przygodach rodzicom. Miała tylko jakieś dziwne uczucie, że oni o wszystkim wiedzą, ale pewnie tylko jej się tak wydawało.
      Nagle... „Śpij, śpij, Anielko.”
      Mały aniołek zasnął.
      Anielka obudziła się, lecz nie znajdowała się w domu. Była w stajence, a obok leżała Maryja, przy niej klęczał Józef.
      - Nareszcie! Zaraz Pan Jezusek przyjdzie na świat! Spełniło się moje marzenie! Taka jestem szczęśliwa!
      Nasz Zbawiciel narodził się, a mały aniołek wraz z innymi aniołami obecnymi w stajence śpiewał kolędy dziecięciu.
      „Gratulacje, Anielko! Spisałaś się na medal! Od dziś będziesz opiekowała się nowo narodzonymi dziećmi.”



***
      Ach, wspomnienia! Opowiadanie napisane w czwartej klasie podstawówki. Jak je wczoraj czytałam, prawie się popłakałam. Takie to niewinne, naiwne i dziecinne. ^^'
      Pozdrawiam!

8 komentarzy:

  1. Porywacze są NAJ-LE-PSI! Uwielbiam ich. Opowiadanie jest urocze :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze ja to już chyba czytałam ale opowiadanko jest śliczne i uroczę noo Q.Q O mało się znów nie popłakała Q.Q

    Suzu-chan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mhm, to bardzo prawdopodobne, że czytałaś.
      Heh, chyba łatwo uronić na tym łezkę...

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ohayo!
    Jak zwykle komentarzyk dodany w godzinie polowań wampirów XD.
    Dodam,że ledwo trzymam się na nogach, a jutro znowu pracuję do zamknięcia restauracji! (x.x)
    Ok,ale dosyć moich narzekań, bo ten blog nie jest im poświęcony XD.
    Zacznę od tego, że każdemu by się przydał taki anioł stróż ^^.
    Szczególnie naszej Ayi!
    Ktoś kto dodawałby otuchy i wspierał w najgorszych momentach życia.
    To taka moja mała refleksja!
    Bardzo mi się podoba determinacja Anielki!
    Dzięki swoim ciężkim wysiłkom dopieła celu i została nagrodzona.
    I tak jest też w życiu!
    W Twoich opowieściach zawsze doszukuję się życiowego przekazu ^^.
    Jeden moment przypomniał mi bajkę "Wszystkie psy idą do nieba".
    Kiedy to Jagódka leżała na łożu śmierci (że tak to określę).
    We wspomnianej przeze mnie bajce bohaterka również została przywrócona do życia przez wiarę przyjaciela i światło wpadające przez jej okno ^^
    Na koniec dodam,że smutno jest czytać kiedy ktoś cierpi.Jeśli jednak opowieść kończy się happyend'em, diametralnie przygnębienie przechodzi w radość!
    Nie mogę się doczekać krwiożerczej uczty!Tytuł mrozi krew w żyłach!Brrr...
    Ja ne!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jak możesz o takiej porze czytać te moje bazgroły ^^'
      Fakt, taki anioł stróż by się przydał.
      Nie jestem pewna, czy w życiu jest tak, że trud zostaje wynagrodzony. Niestety, chyba nie zawsze...
      A co do życiowych przekazów - nietrudno się ich doszukać, bo zazwyczaj jakieś wplatam. Czasami nieświadomie ;)
      Nie wiem, czy oglądałam tę bajkę, ale to słodkie Q.Q
      "Krwiożercza uczta" już niebawem ;)
      Buziaki, dziękuję za komentarz ;*

      Usuń
  5. Hey!
    Rozdział 10-po wielu nieprzyjemnych nieprzyjemnościach-już jest!
    Zapraszam!
    K.L.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.