środa, 21 listopada 2012

Urodzinowa niespodzianka




      Moje trzynaste urodziny zbliżały się wielkimi krokami. Bo w końcu to już jutro! Na dodatek będzie to sobota, najlepszy dzień w tygodniu! Ach… Rano szukanie prezentów, a po południu impreza z przyjaciółmi! Nie mogę się doczekać!
      Teraz jednak siedzę na lekcji matematyki. Za pięć minut dzwonek… Matematyczka objaśnia to i owo z działań na liczbach wymiernych…
      - Wszystko jasne? - spytała po chwili. - To dobrze - powiedziała natychmiast, nie czekając nawet na naszą odpowiedź. - W domu zróbcie zadanie 1, 2, 3, 4, 5 i 7 ze strony 46 z podręcznika i ćwiczenie 1 ze strony 39 w ćwiczeniach.
      - Co?! Aż tyle?! - obruszył się Robert.
      Pani spojrzała na niego z niesmakiem.
      - Jeśli usłyszę jeszcze jedno słowo, Robercie, to zadam ci następne zadanie - oznajmiła z uśmiechem.
      Dryyyyyń!
      Hurra, przerwa!
      Wszyscy wyszli z klasy 119 i skierowali się pod salę 200.
      Ja i Monika położyłyśmy pod ścianą plecaki i poszłyśmy na aulę. Usiadłyśmy sobie z boku, aby omówić szczegóły jutrzejszej imprezki.
      - Więc najpierw pojedziemy do kina, potem może trochę połazimy po mieście… No i wrócimy do domu autobusem, bo w żadnym samochodzie byśmy się nie zmieścili, i po przyjeździe zjemy tort, i będziemy się opychać różnymi słodyczami, i będziemy robić coś super! - zapędziłam się.
      - Ekstra! - odparła Monia.- A ile osób zaprosiłaś?
      - Będę ja, ty, Kasia, Aga, Ewela, Ania - mówiłam, wyliczając na palcach - a z chłopaków Paweł, Piotrek i Maciek. Czyli razem dziewięć osób.
      - No, to całkiem spore wydatki. Bo twoja mama płaci za kino, popcorn i colę, nie? - zapytała moja przyjaciółka.
      - Tak, rodzice są super, że mi to zaproponowali - odpowiedziałam z uśmiechem.
      Po chwili naszą rozmowę zakłócił dzwonek. Udałyśmy się więc na biologię.
      - Przeczytajcie temat ósmy, napiszcie notatkę w zeszycie i zróbcie ten temat w ćwiczeniach - rozkazała pani od biologii, gdy tylko zajęliśmy miejsca. Tak więc i ja, i Monika przeczytałyśmy wszystko na temat układu pokarmowego. Zrobiłyśmy nawet jako taką notatkę w zeszycie, jednak za nic nie chciało nam się rozwiązywać ćwiczeń. Zamiast tego rysowałyśmy sobie na ostatniej kartce zeszytu, a potem grałyśmy w państwa i miasta. Pani nawet tego nie zauważyła, zajmowała się swoimi sprawami.
      Czterdzieści pięć minut minęło całkiem szybko i znowu klasa udała się na przerwę, która niestety też minęła bardzo prędko. Po chwili siedziałyśmy już w sali 107, z głowami opartymi na rękach i słuchałyśmy nudnego wykładu o starożytnej Mezopotamii. Po dwudziestu pięciu minutach połowa klasy już spała, a historyk, jakby nie zważając na ten fakt, kontynuował opowiadanie.
      - Jeszcze cztery minuty… - oznajmiła Monia. - Jeszcze trzy minuty… - powiedziała po sześćdziesięciu sekundach. - Dwie minuty… - orzekła po chwili, niemal zasypiając.
      - Przestań! Już nie mogę tego słuchać! - odpowiedziałam jej szeptem.
      - Ale przyznaj, że to ciekawsze niż to, co mówi Histeryk - powiedziała.
      - W sumie… - zgodziłam się z nią.
      Histeryk to nasz pan od historii. Wszyscy tak na niego mówią…
      Ach, jak miło było w podstawówce… A historię wtedy uwielbiałam! Pan Ramzes tak ciekawie prowadził lekcje, że nikt nawet nie myślał o spaniu! Tak zresztą było też z innymi przedmiotami. Teraz jednak, w gimnazjum, wszystko się zmieniło. Szkoła, nauczyciele, klasa… Dobrze chociaż, że Monika dostała się do tego samego gimnazjum i na dodatek do tej samej klasy!
      - Jeszcze pół minuty… - oznajmiła Monia. Głowę oparła na ławce i miała zamknięte oczy.
      Dryyyyń!
      Cała klasa jakby zbudziła się z głębokiego snu, porwała z podłogi plecaki (nawet nierozpakowane) i migiem wypadała na korytarz.
      - Weekend!!! - krzyknął rozradowany Robert.
      Ja i Monia wymieniłyśmy się uśmiechami i szybko opuściłyśmy budynek szkolny.


      - Wstawaj, wstawaj! - krzyknęła mi do ucha Zuzia, moja pięcioletnia siostra, wskakując na moje łóżko. - Wszystkiego najlepszego! Chodź szukać prezenty! Szybko! Wstawaj! No dalej! Posłuchaj…
      - Zejdź ze mnie i bądź choć przez chwilę cicho - przerwałam jej. - Daj mi jeszcze trochę pospać, jest sobota! - Poprosiłam.
      - Ale masz dzisiaj urodzinki! - zaprzeczyła Zuza.
      Dopiero teraz to do mnie dotarło. Odrzuciłam kołdrę i wstałam. Migiem się ubrałam i zbiegłam na dół. Zuzia wciąż chodziła za mną jak zaczarowana.
      - No, nareszcie wstałaś - powiedział z uśmiechem tata.
      - Dzień dobry! - powitała mnie mama.
      Oboje stali w salonie, Zuzia szybciutko do nich dołączyła i zaśpiewali mi chórem Sto lat! Następnie rozradowana Zuzka wręczyła mi kartkę z pierwszą wskazówką dotyczącą szukania prezentów.
      To szukanie było jakby naszą tradycją. Każdego roku mama przygotowywała wskazówki, a ja i Zyzik szukałyśmy upominków.
      Na pierwszej kartce było napisane:
      „Pójdź do kuchni i zobacz, czy coś się przypadkiem nie upiekło. Tylko się nie poparz!”
      Poszłam więc do kuchni, a Zuzia dreptała za mną. Otworzyłyśmy piekarnik i wyciągnęłyśmy kolejną karteczkę.
      „Przejdź się teraz do holu i przeszukaj którąś szafę. Nie powiem Ci którą, żeby nie psuć Ci zabawy. Hi, hi, hi!”
      Tak więc i ja, i Zuzia przetrząsnęłyśmy wszystkie dna szaf, ale nic nie znalazłyśmy. Nagle Zuza krzyknęła:
      - Widzę, widzę!
      I wskazała na jeden z wieszaków, na którym zawieszona była torebka z prezentem. Zuzia oczywiście nie mogła go dosięgnąć, ale przyznałam jej złoty medal za dostrzeżenie torebki wśród wielu kurtek, płaszczy i innych ubrań. Była oczywiście również karteczka.
      Szukałyśmy i szukałyśmy dobrych kilkanaście minut. Na koniec rozpakowałam prezenty. Dostałam śliczną bluzkę, piękne kolczyki i… MP4! No i oczywiście tonę słodyczy. Zuzia także dostała bluzeczkę i słodkie co nieco. To też była tradycja - nieważne która z nas miała urodziny lub imieniny, i tak zawsze każda coś dostała, choćby drobiazg.
      Podziękowałyśmy rodzicom, wyściskałyśmy ich, a następnie wszyscy zjedliśmy pyszne śniadanie.

      Ranek i południe szybko minęły. Przyszła do mnie Monika i tata zawiózł nas do Multikina, gdzie miałyśmy się spotkać z resztą grupy.
      Kupiłam bilety, każdy dostał też popcorn i coś do picia. Oczywiście prawie wszyscy chcieli colę, tylko ja i Ania wzięłyśmy sok.
      Następnie przeszliśmy do sali i zajęliśmy nasze miejsca. Na samej górze, na środku. Po chwili rozpoczął się film. Trwał prawie dwie godziny.
      Po seansie wszyscy byliśmy pełni po popcornie. Film był świetny, wszystkim się podobał.
      - To gdzie idziemy? - spytała Ewelina.
      - Może podejdziemy do centrum handlowego i pójdziemy na kręgle albo coś? - spytałam. - To niedaleko.
      - Ok, super! - pochwalił mój pomysł Maciek. - To idziemy?
      - Chwilka! - powiedziała Aga. Dzwoniła jej komórka, którą szybko odebrała. Odeszła kilka kroków i przez moment rozmawiała. Miała smutną minę.
      - Coś się stało? - spytałam.
      - Mama dzwoniła. Muszę wracać - powiedziała ponuro.
      - Dlaczego? - zapytała Kasia.
      - Przepraszam, nie mogę powiedzieć - odrzekła Agnieszka. - To ja wrócę, a wy idźcie na kręgle.
      - No co ty, nie możesz wracać sama. Odpuścimy sobie kręgle i odprowadzimy cię! - powiedziałam.
      - Nie, nie psujcie sobie przeze mnie imprezy!
      - Mam pomysł… - powiedziała Monia. - Pojadę z Agą, a wy pójdziecie na kręgle. Ja i tak za nimi nie przepadam. - Tu zwróciła się do mnie - A jak wrócicie, to dajcie mi znać, to do ciebie przyjdę. Mieszkam przecież bardzo blisko.
      Nie byłam zadowolona tym pomysłem, jednak wszyscy się zgodzili i właściwie nie miałam nic do powiedzenia. Anka pociągnęła mnie w kierunku centrum, a Agnieszka i Monika poszły na przystanek.

      Na kręglach było całkiem fajnie, jednak żałowałam, że nie ma tu Agi i Moni.
      Po grze pobiegliśmy na przystanek, zaraz miał bowiem przyjechać nasz autobus. Cudem zdążyliśmy!
      Jazda zajęła kilkanaście minut. Wysiedliśmy na przystanku, który znajdował się dość blisko mojej ulicy. Skierowaliśmy swe kroki do mojego domu. Przez całą drogę gawędziliśmy o wszystkim i o niczym.
      Po chwili byliśmy już w holu. Weszliśmy na piętro. Goście udali się do mojego pokoju, ja poszłam do rodziców, by spytać, kiedy możemy zejść na tort.
      - Za kilka minut - powiedziała mama.
      Kiwnęłam głową i wyjęłam komórkę, by zadzwonić do Moniki. Powiedziała, że zaraz przyjdzie, poszłam więc do pokoju, gdzie wszyscy na mnie czekali.
      Otworzyłam drzwi i…
      - NIESPODZIANKA! - wykrzyknęli wszyscy obecni. Ze zdziwieniem spostrzegłam między nimi Monikę i Agę. Oczywiście Zuzia koniecznie musiała być przy tym widowisku i po zaśpiewaniu mi Sto lat! rzuciła mi się na szyję.
      Cały pokój przystrojony był balonami i serpentynami. Tort stał na taborecie ustawionym na środku pomieszczenia.
      Okazało się, że ten telefon do Agnieszki i to wszystko było dokładnie zaplanowane!

      Bawiliśmy się wspaniale! Goście wyszli dopiero wieczorem. Takich urodzin jeszcze nie miałam!



***
      Napisałam to opowiadanko na trzynaste urodziny siostry, czyli pięć lat temu, w drugiej klasie gimnazjum. Ostatnio młodej stuknęła osiemnastka, szok! Starzejemy się ^^'
      Ze względu na wyżej wymienioną osiemnastkę ostatnimi czasy znów sporo rozmyślam na temat upływu czasu. Wciąż pamiętam, gdy Kao-chan i ja bawiłyśmy się w najlepsze, a tu nagle nadszedł okres dojrzewania, potem obecne młodzieńcze czasy... Swoją drogą, jakie to dziwne, że za niecałe 2,5 miesiąca przestanę być nastolatką! Dwudziestka to kolejny swego rodzaju przełom...

6 komentarzy:

  1. Czuję się.....taka młoda i głupia.....W każdym razie- opowiadanie przyjemne aczkolwiek zważając na tematykę nie jakieś niesamowite. Mimo to bardzo miło się czytało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, ja może nie czuję się już taka młoda (choć może śmiesznie to brzmi, ale co poradzić), za to głupia jak najbardziej ^^'
      Dzięki za kolejne odwiedziny i komentarz :)

      Usuń
  2. Czas szybko leci... a opowiadanie jest świetne, nawet jeśli napisane 5 lat temu ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Hehe ten Histeryk skojarzył mi się z moim historykiem z gimnazjum xd Też miałam takiego faceta! Chyba każdy w karierze szkolnej natknął się na kogo takiego xd
    Słodkie i pozytywne opowiadanko ;)
    A! Złóż Kao życzenia w moim imieniu ;D

    Ave i weny! :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat trafiałam na całkiem fajnych i nieprzynudzających historyków :)
      Dzięki ;*
      Jeśli nie zapomnę xD

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.