sobota, 22 grudnia 2012

Na zawsze razem



      Po raz pierwszy zobaczyli się w dniu rozpoczęcia szkoły średniej. Oboje zapamiętali, że kwiecień był tego roku wyjątkowo przyjemny i ciepły. Jasnoróżowe płatki kwitnącej wiśni wirowały w powietrzu niczym w swobodnym tańcu, a słońce oświetlało Aomori, ukazując, zdawałoby się, jedynie jego dobre strony.
      Na apelu inauguracyjnym przypadkowo nawiązali kontakt wzrokowy. Od razu spostrzegli, że nie będą uczęszczać do tej samej klasy, ale prędko okazało się, iż ich sale znajdują się obok siebie.
      Pierwszy rok liceum obfitował jedynie w liczne mniej lub bardziej nieśmiałe spojrzenia, trudne do ukrycia rumieńce oraz wstydliwe uśmiechy. Potem nagle się to zmieniło. On znalazł jakiś pretekst, by ją o coś zapytać, ona odpowiedziała i ani się obejrzeli, a przegadali całą przerwę. Umówili się, że wrócą razem do domu.
      Następnego dnia odbyła się już ich pierwsza randka, pełna stresu i niepewności, ale mimo tego całkiem udana.
      Szybko zorientowali się, że nie potrafiliby już bez siebie żyć. Oczywiście postronni obserwatorzy, słysząc słowa tego typu, wyśmiewali ich, ale oni byli pewni, że będą razem do końca świata i jeszcze dłużej. Ich miłość była czysta i szczera, bezgraniczna i pełna oddania, dokładnie taka, o jakiej marzy co druga kobieta. Taka, jaką zna się z bajek. Taka, jaką opisuje się w romantycznych książkach.
      Pobrali się na drugim roku studiów. Uznali, iż nie ma co z tym zwlekać, skoro żadne z nich nie miało wątpliwości co do tego, że nigdy się nie rozdzielą.
      Mieli plany. Chcieli ukończyć studia - ona literaturę, on medycynę - a następnie założyć rodzinę. Pragnęli wychować dzieci na dobrych ludzi, a potem się razem zestarzeć.
      Los jednakże jest przewrotny i zaplanował im zgoła inną przyszłość.
      Ukończyli właśnie studia pierwszego stopnia, gdy dowiedzieli się, że będą mieli dziecko. Nie planowali go jeszcze, ale uznali, iż widocznie tak już miało być. Ustalili, że on będzie kontynuował naukę, a ona dokończy studia za kilka lat, gdy dziecko urośnie na tyle, by mogło zostać na kilka godzin dziennie w przedszkolu. Co prawda matki obojga zapewniały, że mogą zająć się maluszkiem, ale oni zdecydowali, że chcą poradzić sobie sami na tyle, na ile się tylko da.
      Kilka miesięcy przeżyli szczęśliwie. Ona skarżyła się czasami na bóle czy lekkie krwawienia, ale lekarze bagatelizowali to twierdząc, iż tak się zdarza. Któregoś jednak dnia, gdy objawy się zaostrzyły, przyjęto ją do szpitala i zalecono dokładniejsze badania.
      Stwierdzono złośliwego guza macicy.
      Nikt do końca nie wiedział, dlaczego wcześniej go nie wykryto, skoro był już w tak zaawansowanym stopniu, choć prawdą było, że często choroba ta wychodziła na jaw właśnie w czasie ciąży. Terapia przeciwnowotworowa wiązała się zaś z zagrożeniem dla dziecka…
      Niedługo potem wydano wyrok: przeżyje tylko jedno.                                               
      Nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Jak to tylko jedno…? To nie miało być tak!
      - Nie pozwolę ci umrzeć - szepnął ze łzami w oczach, z przerażeniem patrząc na ukochaną kobietę.
      - Dai-chan jest teraz najważniejszy - przypomniała łagodnie, gładząc dłoń męża. Płeć dziecka poznali niedawno i wspólnie wybrali dla chłopca imię - Daisuke.
      - Ale…
      - Nie ma tu żadnego „ale”, dobrze o tym wiesz - rzekła spokojnie, ale jednocześnie jakby lekko karcąco. - Zresztą mam jakieś dziesięć procent szans na przeżycie - dodała, uśmiechając się słabo.
      - W porównaniu z pozostałymi dziewięćdziesięcioma to tyle co nic! - wybuchnął. - Nie zgadzam się na to…
      - Nieważne, co się stanie, my zawsze będziemy razem - przyrzekła.
      Niedługo potem urodziła małego, lecz zdrowego chłopca. Malec trafił do inkubatora, by tam nabrać sił. Ona zaś miała niebawem rozpocząć terapię.
      Nie zdążyła, bo umarła kilka godzin po wydaniu synka na świat.
      W jego sercu i pamięci wyryły się jej ostatnie słowa.
      „Pamiętaj. Na zawsze razem.”
~¤~
      - Teraz ruch mamusi.
      Shoji spojrzał na czteroletniego synka, który z powagą wpatrywał się w planszę gry leżącej na jednej z mat tatami. Malec uparł się - zresztą nie po raz pierwszy - że chce grać z obojgiem rodziców. W rezultacie w zastępstwie mamy ruch wykonywał raz on, a raz tata.
      Chłopiec energicznie rzucił kostką, uważnie policzył oczka, po czym przesunął pionek mamy - zielony, bo to był jej ulubiony kolor - o odpowiednią liczbę pól. Pionek znalazł się na oznakowanym kółeczku, co oznaczało, że trzeba wybrać kartę ze stosiku obok planszy i postępować zgodnie z zapisaną na niej instrukcją.
      - „Przesuwasz się o dwa pola do przodu” - odczytał Shoji. Synek znów chwycił pionek matki.
      - Mamusia wygrała! - krzyknął donośnie, stawiając pionek na mecie.
      - A to ci szczęściara! - zawołał Shoji. - Znowu przegraliśmy, Dai-chan!
      Chłopczyk zaśmiał się wesoło i dźwięcznie, po czym z całych sił zaczerpnął powietrza i wywrzeszczał w stronę sufitu gratulacje skierowane do mamy będącej w niebie.
      Wtedy rozległ się też dzwonek do drzwi, który tylko spotęgował hałas. Shojiemu przeszło przez myśl, że jak tak dalej pójdzie, sąsiedzi każą mu się stąd wynieść.
      - Babcia! - ucieszył się Daisuke, biegnąc w kierunku otwartych już przez ojca drzwi.
      - Zabieram cię na lody - oznajmiła siwa, sympatycznie wyglądająca kobieta, uśmiechając się tak, jak to tylko babcie potrafią.
      - Super!
      - Tylko nie zjedz za dużo! - przypomniał Shoji.
      Kilka minut później został sam. Podszedł do ołtarzyka poświęconemu żonie, jedynej kobiecie, jaką kochał. Tej, z którą pragnął spędzić całe życie. Tak bardzo za nią tęsknił… Wiedział, że nikogo już tak nie pokocha. Ona była jedyna w swoim rodzaju.
      Gdyby nie Daisuke, bez namysłu ruszyłby za nią. Wiedział jednak, iż w obecnej sytuacji ma inne zadanie do wykonania. Musiał zapewnić synkowi, tak bardzo podobnemu do matki, dostatnie życie i otaczać go miłością, na jaką bezsprzecznie zasługiwał. To było teraz najważniejsze. To i jeszcze jedno - podtrzymywanie pamięci o najwspanialszej istocie, jaką dane mu było spotkać. Póki co udawało mu się to. Mały jakby wyczuwał obecność mamy i wiedział nawet, że poświęciła życie, by go ratować. W jego oczach czyniło to z niej bohaterkę. Uwielbiał mamusię i - jak się niedawno przyznał tacie - często rozmawiał z nią w snach i w wyobraźni.
      - Miałaś rację, Emi - szepnął Shoji. - Zawsze będziemy razem. Wszyscy troje.


***
      Przedwczoraj wieczorem jakoś tak mnie natchnęło. Chwyciłam notes i długopis, skrobnęłam kilka stron. Wczoraj dokończyłam. Dziękuję Suzu-chan za konsultacje medyczne (można to tak nazwać?) i w ogóle za wszystko. Naprawdę jestem uradowana, kiedy mówisz coś w stylu „cieszę się, że mogłam przeczytać coś, co napisałaś, bo stęskniłam się za twoim pisaniem”. Dziękuję raz jeszcze.
      Od dawna nosiłam się z napisaniem jakiejś świątecznej notki, świątecznego opowiadania, czegokolwiek… Ale nie wyszło. Większość czasu spędziłam na sprzątaniu, a ponadto zaczęłam dawać korepetycje. Ach, w międzyczasie i ja, i połowa mojej rodziny chorowała, ale to tak na marginesie…
      Święta tuż, tuż… Jak ten czas leci, prawda? W każdym bądź razie życzę Wam, byście spędzili to Boże Narodzenie tak, jak sobie wymarzycie. Jedni wolą spokojne zacisze domu, inni gwarne spotkanie z liczną rodziną… Życzę Wam też dużo szczęścia i radzenia sobie ze stresem, bo w tym roku przekonałam się, że to połowa sukcesu… Mnie jej zabrakło, przez co plany i marzenia legły w gruzach. Ustrzeżcie się przed tym, jeśli możecie. No i oczywiście zdrowia - jest najważniejsze, czyż nie?
      Pozdrawiam Was serdecznie. Do usłyszenia.
      

16 komentarzy:

  1. Witam, witam!
    Oh! Jakie to smutne było! Aż łzy się w oku zakręciły... Taka piękna, czysta miłość... Agape, o ile dobrze pamiętam... Najwyższa miłość...

    Wesołych Świąt! (zapewne się powtarzam xd)
    Żebyś sobie radziła z ze stresem i chwilowymi depresjami, żebyś wychodziła obronną ręką ze wszystkich złych lub smutnych sytuacji, żebyś nigdy nie była samotna, żebyś się często u uśmiechała... No i żeby wszystkie marzenia Ci się spełniły ;D
    Czy powinnam życzyć Ci czegoś jeszcze?? ;)

    Ave~!
    K.L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko o takiej pomarzyć, co?

      I nawzajem :)
      Dziękuję ;*
      Wiesz, zdrówko by się przydało, bo z tym mam wieczne problemy ^^'

      Buziaki jeszcze raz dziękuję i życzę wesołych Świąt i wszystkiego, co najlepsze ;*

      Usuń
  2. Chyba jestem zbyt wrażliwa, bo tak mniej więcej w połowie opowiadania, musiałam przerwać czytanie i zrobić krótką chwilę przerwy na płakanie. Zresztą dalej to robię. Woda mi leci po klawiaturze. Ale się nie zepsuje bo to nie pierwszy raz. To było naprawdę smutne.

    Tobie również życzę wesołych świąt. Czas faktycznie leci. Dopiero co wakacje mi się kończyły a teraz mam święta :)Dużo zdrowia i miło spędzonych świąt ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, lubię takie klimaty, choć sama jestem zdecydowanie zbyt wrażliwa...

      Dziękuję :)

      Usuń
  3. Wzruszające... a jak ten chłopczyk gratulował mamie, to już w ogóle się popłakałam. Gratuluję kolejnego udanego opowiadania :)

    Życzę Ci wszystkiego co najlepsze. Radosnych świąt i spełnienia marzeń. Dużo weny i jeszcze więcej zdrowia... No i przede wszystkim pogody ducha!

    Pozdrawiam- Andzik

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję, cieszę się, że się podobało.

    Arigatou :* I nawzajem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeju Ayuś, jaki Ty masz talent. Mam nadzieję, że już nie będziesz mi tu zaprzeczać.
    Kochana, nie wiem, co się roi w Twojej głowie, ale uwielbiam to, co tam jest! Skąd takie Ci pomysły przychodzą, co? Przyznam szczerze, że czytając to, pierwszy na myśl przyszedł mi Clannad after story, a pamiętam do tej pory wszystkie emocje, które mi wówczas towarzyszyły. Dokładnie to samo poczułam, czytając tę historię. W prawdzie nie popłakałam się jak inne dziewczęta, ale jestem ogromnie zachwycona nad Twoją twórczością, oby tak dalej. Zbijesz kokosy :D

    To życzę również wesołych świąt, radosnych i rodzinnych. Pełne ciepła i miłości (:
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie nie mnie to oceniać... W każdym bądź razie dziękuję po raz kolejny za tak miłe słowa.
      Clannad nie oglądałam, trochę się boję, bo ponoć jest strasznie wzruszające, więc znając mnie, nie oderwę się od chusteczek... A pomysły... Sama nie wiem, po prostu nagle się pojawiają.

      Dziękuję i również pozdrawiam :*

      Usuń
  6. Kochanie moje nie ma za co :* Naprawdę było mi miło że mogłam choć raz doradzić ci jeżeli chodzi o moją smykałkę czyli o medycynę xD Ech a co za te moje teksty to naprawdę cieszę się że podtrzymują cię na duchu i mam nadzieje że już niebawem znów coś poczytam ;p Co do opowiadania... Jak to czytałam miałam łzy w oczach... Naprawdę podziwiam cię jak potrafisz przekazać uczucia do kocham w twoim pisaniu <3 W ogóle to historia skojarzyłam mi się z tym co czytałam na psychologi... Z tym że u tej kobiety wykryto białaczkę i zrobiono to dopiero jak urodziła córeczkę... Ech fajnie się czyta takie historię ale jak pomyśle że takie coś zdarza się na prawdę... Ech w każdym bądź razie wzruszyło mnie jak synek grał za mamusie i ogóle to że urosła w jego oczach do rangi bohaterki Q.Q Ech i te ostatnie słowa jej może T.T Nie no naprawdę pochlastać się idzię ;( W każdym bądź razie chwała ci za to jak cudownie opisujesz uczucia i jak wspaniale potrafisz się wczuć w postać bohaterów swoich opowiadań...

    Pozdro i całuski
    Suzu-chan

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się, że Ci się podobało. W sumie magia słowa jest cudowna, można przekazać tyle emocji... Czasem nawet w kilku zdaniach...

    OdpowiedzUsuń
  8. Jej, jakie to wzruszające, aż zachciało mi się płakać :c
    Cudowne :*
    Wesołych świąt! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, cieszę się, że Ci się podobało :)
      Nawzajem!

      Usuń
  9. Jejku, to było takie smutne i wzruszające, a najgorsze, że takie tragedie naprawdę się zdarzają i to wcale nierzadko. Płakać mi się chce jak myślę o takich rzeczach...
    Wspaniale przedstawiłaś uczucia i emocje bohaterów. Świetnie się czytało.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, to właśnie jest najgorsze. Niestety, w życiu tak bywa... Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Wreszcie tutaj zawitałam! Wreszcie jakaś porządna lektura, mam nadzieję. :D
    ~*~
    Zacznę od tego, że dodałaś naprawdę przepiękny obrazek! Widzę tam Twój podpis, więc wyczuwam talent. :D
    Przeczytam z milion razy imię tego kolesia to może zapamiętam, a jak nie to zostanie "tym kolesiem".
    ~*~
    Och, zagryzłam wargi, a raczej wygryzłam i ledwo wytrzymałam. Jak mogłaś zaserwować nam, czytelnikom, na po-świętach coś takiego. T^T Okropne, jak wiele jest takich sytuacji i jak bardzo bezduszni są lekarze, gdy coś takiego ma miejsce. Wspaniale opisane.
    a teraz idę zdławić resztę sumienia w poduszkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obrazki z okładek pochodzą głównie z Zerochana, ja to tylko przerabiam w programie.

      Cieszę się, że się podobało, choć faktycznie to dość dobijające opowiadanie, szczególnie na okres radości związanej z Bożym Narodzeniem. Ale co tu dużo mówić, zazwyczaj mam wenę właśnie na smutne historie.

      Dziękuję za odwiedziny i komentarz!

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.