sobota, 8 grudnia 2012

Pokrewne serca


      Rie po raz kolejny ziewnęła dyskretnie, zastanawiając się w duchu, za jakie grzechy siedzi w tym miejscu, zamiast w przytulnym domu z książką w ręku, popijając gorącą zieloną herbatę.
      Rozejrzała się po niewielkim klubie, który tej nocy zarezerwowany był tylko dla gości Fumiko Yoshidy, która postanowiła wyprawić w tym miejscu przyjęcie z okazji swoich dwudziestych urodzin. Solenizantka pląsała właśnie na parkiecie ze swoim obecnym chłopakiem, Aratą Futabatei.
      Rie zamierzała odrzucić zaproszenie na tę imprezę - czy raczej wymyślić jakąś wymówkę typu „źle się czuję” - ale jej najlepsza przyjaciółka, Saki Koyama, skutecznie jej to uniemożliwiła. Uznała, że najwyższy czas przerwać niekończące się odmowy Rie Tarumi.
      - Nie skorzystałaś jeszcze z żadnego zaproszenia! - wyrzucała jej raz po raz. - Tym razem pójdziesz, koniec, kropka! Zabawisz się wreszcie, tak jak to robią wszyscy w naszym wieku!
      Obie skończyły dwadzieścia lat już kilka miesięcy wcześniej.
      - Poza tym Fumiko-chan będzie przykro, jeśli nie przyjdziesz - dodała, próbując poruszyć strunę we wrażliwym sercu Rie, która koniec końców obiecała wreszcie przyjaciółce, że pójdzie na przyjęcie.
      Znała Saki prawie od zawsze i choć ich charaktery znacząco się różniły, były sobie bardzo bliskie. Ponadto żadna z nich nie miała rodzeństwa, dlatego uważały się za kogoś w rodzaju sióstr. Mieszkały na sąsiednich ulicach, uczęszczały do tych samych szkół, obracały się w tym samym towarzystwie. A właściwie to Rie obracała się w towarzystwie Saki. Była bardzo nieśmiała i gdyby nie Saki, prawdopodobnie w ogóle nie wychylałaby nosa z bezpiecznej przystani, jaką był jej dom.
      Wiedziała, że tak będzie. Wiedziała, że pożałuje zgody. Wiedziała, że przyjdzie na imprezę, a tam usiądzie w kącie i pocznie zastanawiać się, co ze sobą zrobić. Znała ledwie kilka osób, z czego każda przyszła ze swą drugą połówką. W rezultacie Rie przez zdecydowaną większość czasu siedziała sama. Czasami podchodziła do niej któraś z koleżanek, zamieniały ze sobą parę zdań, ale potem dziewczyny odchodziły i Rie znowu zostawała sama jak palec.
      Powoli sączyła drinka, który zresztą wcale jej nie smakował, i udawała żywe zainteresowanie tym, co działo się na niewielkiej scenie. Wyszło na nią właśnie trzech mężczyzn i jedna kobieta, którzy przedstawili się jako zespół Party Time, a następnie zaczęli grać znane przeboje.
      Zdała sobie sprawę z tego, że szczęka już ją boli od wymuszonego uśmiechania się. Stwierdziwszy, iż i tak nikt nie zwraca na nią najmniejszej uwagi, przybrała normalny wyraz twarzy. Wzrokiem poszukała w tłumie Saki, mając złudną nadzieję, że może odkleiła się już od swego lubego, Katsuo Nose. Nie zdziwiła się widząc, że tych dwoje wciąż tańczy, robiąc sobie przerwy jedynie na pocałunki gdzieś w kącie.
      Westchnęła ponownie, dalej rozglądając się po sali. Znajdowało się tam ze trzydzieści osób, z czego zdecydowanej większości Rie nie znała - w przeciwieństwie do Saki.
      W pewnym momencie jej wzrok przykuła chyba jedyna samotna poza nią postać. Chłopak, z którym Rie nie zamieniła słowa poza „cześć”, gdy Fumiko ich sobie przedstawiała. Nazywał się… Jak? Rie główkowała przez moment, aż wreszcie wygrzebała z pamięci jego imię i nazwisko: Taichi Ishida. Przypomniała sobie, że to najlepszy przyjaciel Araty, chłopaka Fumiko. Ten z kolei chodził do tej samej szkoły co Katsuo, uczęszczali nawet do tego samego klubu, choć Rie nie zapamiętała, do którego dokładnie… W każdym razie wszyscy trzej chłopcy dobrze się znali.
      Wcześniej Taichi spędzał czas z kolegą, którego nazwiska Rie za nic nie mogła sobie przypomnieć, ale gdy przyszła jego „koleżanka”, opuścił Ishidę - i w rezultacie został on postawiony w sytuacji podobnej do Rie.
      Miała ochotę podejść do niego, jakoś zagadać, ale stchórzyła. Nigdy nie była otwarta ani śmiała. Zawsze była jedynie cieniem jaśniejącej Saki. Nigdy nie przejmowała inicjatywy.
      A szkoda, bo Taichi wyglądał naprawdę sympatycznie. W przeciwieństwie do większości zgromadzonych w klubie osób, nie przefarbował włosów nawet o ton, pozostając przy naturalnym kruczoczarnym kolorze (tak samo zresztą jak Rie), ciemne oczy pałały inteligencją i biernym zainteresowaniem tym, co działo się dookoła, lub też błyskały wesoło, gdy wydarzało się coś zabawnego… Ubrany był schludnie, ani zbyt elegancko, ani zbyt luzacko. Jednym słowem wydawał się być kimś, z kim warto nawiązać znajomość.
      Niestety, to nie wystarczało, by Rie się przemogła i zagadała.
      Utkwiła znudzony wzrok z powrotem w kapeli wygrywającej na scenie utwór Beatelsów.
~*~
      - Urządzam u siebie sylwestra - oznajmiła cztery miesiące później Saki. - Rodzice wyjeżdżają do cioci, więc cały dom będzie tylko dla nas! - zawołała wesoło.
      - Świetnie - rzuciła Rie, uśmiechając się delikatnie. Dopiero po chwili dotarło do niej, że „nas” może już przecież nie oznaczać tylko jej i Saki, lecz także Katsuo i innych. Westchnęła, prosząc w duchu, by jednak chodziło o babski wieczór przy szampanie i oglądaniu filmów. - Saki-chan, kogo zamierzasz zaprosić? - spytała w końcu.
      Siedziały w kawiarni, odpoczywając po nużących wykładach na uczelni. Obie powoli sączyły gorące cappuccino, za oknem leniwie prószył śnieg.
      - Tylko naszą paczkę - odparła Saki.
      „Naszą”, jasne…, pomyślała ze smutkiem Rie.
      - A dokładniej?
      - No wiesz, Katsuo, Fumiko, Aratę, Taichiego, Nanę, Shuna, Misaki, Kenichiego, Junko, Yasuhiro… Aa, zapomniałabym! Będzie też moja kuzynka, Rika, znasz ją przecież, nie? - Oszołomiona Rie skinęła tylko głową. - Już rok temu umówiłyśmy się, że spędzimy razem sylwestra. A to się dobrze składa, bo jej chłopak tej nocy będzie w Ameryce, więc Rice mogłoby być smutno…
      Saki paplała jak najęta, właściwie nie bacząc na to, czy Rie jeszcze ją słucha. Ta z kolei, co najmniej lekko podłamana, jak w transie kiwała tylko głową.
      Znów będzie sama. Zapowiadała się wręcz cudowna zabawa…
~*~
      To uczucie spadło na nią niczym grom z jasnego nieba. Nie wiedziała, jak to się stało ani dlaczego. Po prostu nagle uświadomiła sobie, że zakochała się w Taichim.
      Choć może „zakochała się” nie jest odpowiednim wyrażeniem. Sądziła, iż to raczej zauroczenie. W końcu, bądź co bądź, wciąż nie mogła powiedzieć, że go zna. Zamieniła z nim ledwie kilka zdań podczas sylwestrowej zabawy w domu Saki. I za każdym razem to on zagadywał, ona by się nie odważyła. A jak już się odezwał - ona zdołała jedynie wymamrotać coś w odpowiedzi, a następnie uciekała, gdzie pieprz rośnie. Nienawidziła siebie za to. Naprawdę chciała poznać nowych przyjaciół, ale nie była zdolna do wykonania pierwszego kroku. Czekała, aż to ktoś inny wyciągnie ku niej rękę. Jednakże nawet gdy ktoś to wreszcie robił, ona nagle panikowała i nie potrafiła z tego skorzystać. Zamykała się w sobie i chowała głowę w piasek.
      Tak też było z Taichim Ishidą.
~*~
      Styczeń wlókł się niemiłosiernie, a Taichi wciąż królował w głowie i sercu Rie. Niejednokrotnie miała ochotę wygadać się Saki, ale cóż… Bała się jej reakcji. Albo by ją wyśmiała („Dziewczyno, Taichi-kun to nie twoja liga!”), albo zareagowała niepomiernym zdziwieniem (w końcu Rie jeszcze nigdy się nie zakochała), albo wymyśliłaby od razu jakiś plan podboju chłopięcego serca, co mogłoby zakończyć się katastrofą. Lub sukcesem, ale w to akurat Rie nie byłaby zdolna uwierzyć.
      W końcu minęły luty i marzec, a ten stan rzeczy trwał nadal. Do tego Taichi coraz częściej pojawiał się w snach Rie. Nigdy nie było w nich nic zdrożnego. Po prostu patrzyli na siebie, zamieniali kilka niepewnych słów, a dwa razy nawet się do siebie przytulili. Rie najchętniej nigdy nie budziłaby się z takich snów. Szczególnie z tego, kiedy to płakała (choć nie pamiętała czemu), siedząc na podłodze w jednym z pomieszczeń w jej domu, a Taichi siedział naprzeciwko, wysłuchał jej, potem sam jej się z czegoś zwierzył (tutaj też Rie nie pamiętała szczegółów) i oboje odkryli w sobie nawzajem bratnie dusze, pokrewne serca. Nawiązała się między nimi nić porozumienia niepodobna do niczego innego. Wtedy właśnie, gdy oboje zdali sobie z tego sprawę, Taichi delikatnie objął Rie silnymi ramionami, a ona poczuła się tak błogo i bezpiecznie jak nigdy dotąd. Wczepiła się w jego bluzę, koszulę czy T-shirt (nie mogła sobie przypomnieć, co każde z nich miało na sobie w tym śnie) i pragnęła, by ta chwila trwała wiecznie.
      Niestety, obudziła się. I choć nie zapamiętała zbyt wielu szczegółów, przetrwały emocje, które nią wtedy targały. O niczym tak nie marzyła jak o tym, by przeżyć coś takiego na jawie.
      Zaszlochała, wtulając głowę w poduszkę.
~*~
      - Mam dość - oświadczyła niespodziewanie Saki, zatrzymując się nagle. Chodziła właśnie z Rie po centrum handlowym, do którego niemalże siłą ją zaciągnęła. Rie nigdy nie lubiła zakupów, ale Saki jak na złość zazwyczaj to ją wybierała na towarzyszkę w szaleństwach kupowania. - Mów. Co jest?
      Rie spojrzała ze zdumieniem na przyjaciółkę.
      - O co ci chodzi, Saki-chan? - zapytała.
      - Od co najmniej kilku tygodni chodzisz jak struta, bujasz w obłokach jeszcze częściej niż zazwyczaj i nic do ciebie nie dociera. Co się stało? Zakochałaś się czy jak?
      Rie spuściła wzrok.
      - A jednak! Zaczerwieniłaś się - zapiszczała Saki. - Nie wierzę! Chodź! - zawołała, łapiąc towarzyszkę za rękę i prowadząc ją żwawym krokiem ku najbliższej kawiarni. Usadowiwszy się w niej wygodnie i złożywszy szybkie zamówienie składające się z dwóch porcji gorącej czekolady, utkwiła w Rie baczne spojrzenie. - No już, opowiadaj! Kto to?
      Rie miała zupełny mętlik w głowie. Pragnęła zapaść się ze wstydu pod ziemię i już nigdy spod niej nie wychodzić.
      - To nie do końca tak… - szepnęła.
      Próbowała się jakoś bronić, ale koniec końców Saki wszystko z niej wyciągnęła. Naprawdę miała do tego talent, a i doświadczenia jej w tej kwestii nie brakowało.
      - Ale się wkręciłaś - rzuciła zszokowana. - Wiesz, Taichi-kun to świetny chłopak, ale nie myśl, że jest idealny.
      - Nikt nie jest - mruknęła Rie.
      - Też racja… - potaknęła Saki. - Słuchaj, trzeba coś zrobić. Nie jestem pewna, czy byłabyś z nim szczęśliwa jako jego dziewczyna, ale na pewno to wspaniały przyjaciel. A poza tym możesz na nim potrenować rozmawianie z chłopakami - zachichotała. - Czekaj, dam ci jego numer i maila, jak tylko wrócisz do domu, zadzwoń do niego albo napisz, tylko potem zdaj mi dokładną relację, pamiętaj… - mówiła, grzebiąc w torebce w poszukiwaniu komórki.
      - Nie dawaj mi ich - szepnęła Rie.
      Saki zerknęła na nią ze zdziwieniem, na moment nieruchomiejąc.
      - Obie doskonale wiemy, że do niego nie napiszę. Nie odważę się, nie ma szans - powiedziała cicho. - Gdyby to on pierwszy to zrobił, z przyjemnością bym porozmawiała, ale tak...
      - Nie bądź taka staroświecka…
      - Nie o to chodzi - zaprzeczyła Rie. - Po prostu nie potrafiłabym się na to zdobyć, rozumiesz?
      Od jakiegoś czasu nie patrzyła już na Saki. Teraz zaś wstała powoli, zostawiając na stoliku pieniądze za czekoladę, i nie żegnając się, opuściła kawiarnię. Szła coraz prędzej w kierunku wyjścia z centrum. W oczach miała łzy.
~*~
      Wiedziała, że to żałosne. Wiedziała, że postępując w taki sposób, nigdy nie będzie szczęśliwa. Wiedziała, że lepiej jest żałować czegoś, co się zrobiło, niż czegoś, czego się nie zrobiło. Wiedziała to wszystko i jeszcze więcej, a mimo tego nie potrafiła się zmienić, nie potrafiła pokonać strachu. Nienawidziła siebie za to.
      Tyle razy modliła się, prosząc o miłość. I kto wie, być może otrzymała swoją wielką szansę, ale w swym tchórzostwie nie potrafiła z niej skorzystać? Być może tym samym zaprzepaściła wszelkie szanse na szczęście?
      Z ponurym uśmiechem nieraz myślała, że gdyby była bohaterką książki czy filmu, mimo swojej nieśmiałości i wszystkich innych wad czy przeszkód stawianych przez los, w końcu dobrnęłaby do celu.
      Ale życie to nie bajka i nie każde pokrewne serca potrafią się scalić.





***
      Teraz dla odmiany całkiem nowe opowiadanie (bo napisane pod koniec listopada), a do tego ukończone. Przyznam się szczerze, iż w zamysłach miało ono wyglądać zupełnie inaczej, ale byłoby wówczas... cóż, zdecydowanie zbyt osobiste.
      Jak minęły Wam mikołajki? Obchodzicie je jeszcze w jakiś sposób? U mnie, zapewne dzięki temu, iż mam sześcioletniego brata, wyglądają one praktycznie tak samo jak w moim dzieciństwie. To znaczy moja siostra i ja jesteśmy zmuszane przez rodziców i braciszka do wystawiania butów (naprawdę! mimo tego, że zaraz stuknie mi dwudziestka o.o''), w których szóstego znajdujemy trochę słodyczy i ewentualnie inne małe upominki. Przyznam, że bądź co bądź to bardzo miłe. Dzięki bratu magia świąt związana ze Świętym Mikołajem wciąż u nas istnieje, choć teraz siostra i ja stoimy już po stronie dorosłych, a nie dzieci (czyt. kupujemy innym prezenty, a nie tylko dostajemy itp.).
      Dziś robimy pierniki. Zejdzie na nie pewnie zdecydowana większość popołudnia, ale trudno. Warto, bo co roku wychodzą wprost przepyszne!
      Pozdrawiam Was cieplutko w ten mroźny dzień! :)

23 komentarze:

  1. Dzięki za info! :*

    Smutne opo, ale bardzo życiowe... W sumie co do facetów też tak mam... Tzn.. tylko do tych którzy mi się podobają ^^" Wiem, trochę to żałosne... ^^"
    A na końcu myślałam, że się rozpłacze.

    Hm... U mnie nie obchodzi się mikołajek od... paru ładnych lat. Fakt, mam młodszego brata, ale on ma tylko 4 lata, więc... Wg filozofii rodziców, ja i pozostałe moje rodzeństwo jesteśmy za starzy na zabawę w mikołaja...
    Poza tym u mnie w domu wieszało się skarpetę na kominku! Serio! (a to dzięki temu, że mam w domu kominek xd) No, ale teraz to tylko element dekoracyjny xd

    Ave i weny!
    K.L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co.

      Ech, to witaj w klubie ;/ Kurcze no, zycie jet naprawde trudne...

      U mnie to jak brat byl mlodszy i niewiele z tego rozumial, tez obchodzilismy mikolajki. A filozofia rodziow, a przede wszystkim mamy, sprowadza sie do tego, ze nawet bez mlodego obchodzilibysmy ten dzien jak w moim dziecinstwie o.o'
      Wow, masz kominek? Tez bym chciala *.*

      Pozdrawiam, dziekuje za komentarz i przepraszam za brak polskich znakow x.x Nie ma to jak problemy z klawitura ;/

      Aya

      Usuń
    2. Heh spoko! Też mi się tak czasem klawiatura psuje ^^
      Mam, bo mój Tata lubi dekadenckie rzeczy. I kominek akurat świetnie się wpasował w wystrój salonu ;)
      Mikołajki obchodziłam w szkole, ale u mnie teraz jest taka tradycja (w zasadzie to od wielu lat jest ^^") że zamiast Mikołajek, w wigilię wszystkim kupujemy prezenty. To dlatego, że u mnie na wigilii zawsze są goście (a w zasadzie to u Babci ^^, bo wg filozofii mojej Babci, to na póki ma siłe, chce przygotowywać wigilię u siebie).
      A jak u Cb wygląda 24 grudnia?

      Usuń
    3. Złośliwośc rzeczy martwych ^^'
      Heh, to świetnie :)
      U mnie w szkole (i w podstawówce, i w gimnazjum, i w liceum) losowaliśmy osobę, której mamy kupic upominek na Wigilię klasową. A w podstawówce (i w gimnazjum chyba też) to w mikołajki w szkole dostawaliśmy też coś słodkiego...
      Cóż, Wigilię spędzamy w domu (rodzice, rodzeństwo, dziadek i ja plus albo siostra mamy, albo siostra taty z rodzinami - naprzemiennie), z kolei w Boże Narodzenie zjeżdża się do nas cała najbliższa rodzina, czyli zastęp ciotek, wujków i kuzynostwa xD Nasz dom jest jakby centrum rodziny ^^' Cóż, w każdym razie jest wesoło, tym bardziej, iż mamy w rodzince wieeele maluchów ;)

      Usuń
    4. U mnie też organizowany w szkole Mikołajki na tej samej zasadzie. Tzn. w każdej szkole w której byłam ;D
      Ahaa... To właśnie takim centrum mojej rodziny jest dom Babci.
      U mnie maluchów jest dwoje... No, będzie teraz troje ;D Do 4 lat max. Hm... tak to mam nastoletnich kuzynów, albo dorosłych. No, ze strony Mamy, jestem najstarszym dzieckiem w rodzinie ;)
      Poza tym... Nie lubię dzieci... Za to one mnie uwielbiają... ;/ Nigdy nie mogłam pojąć dlaczego...
      Choć przyznaję, dzieci są urocze ^^

      Usuń
    5. No, u nas kiedyś też centrum było mieszkanie babci...
      U mnie maluchów do 8 lat jest bodajże sześcioro, siódme w drodze... A oprócz tego kuzynka 11 lat, kuzyn 14, kuzynka w wieku Kao i kuzyn rok starszy ode mnie. Hm, chyba nikogo nie pominęłam... No, w każdym razie wielu nas jest x_x
      Ja ogólnie dzieci lubię, ale gdy wariują jak stado dzikusów... no cóż, można mieć dość.

      Usuń
    6. O! To masz całkiem dużą rodzinkę! ^^
      Hm... Ja znam tylko bardzo dobrze część rodziny ze strony mojej Mamy. Kuzyn 16 lat, kuzynka 15, najmłodsza kuzynka 2 lata, jedno małe (podobno ma być chłopiec) w drodze, no i mój najmłodszy brat 4 lata. Nooo... Ja, 20 lat, pozostali dwaj bracia 19 i 16 lat.
      Wiem, że mam jeszcze przynajmniej 15-ścioro kuzynów (kuzynek), ale nie znam ich, bo zwyczajnie nie mieszkają w Polsce (albo mieszkają za daleko by przyjeżdżać).
      Hahahaha xd A są dzieci, które nie wariują?? Zwłaszcza jak mają towarzystwo? xd
      Mnie to najczęściej bawi. I z boku mogę pooglądać świrujące, bawiące się dzieci, ale opiekować się nimi bym nie mogła. Brak mi cierpliwości ^^"

      Usuń
    7. Nie da się ukryć ^^' Najgorzej jak przyjeżdżają wszyscy naraz, ledwo się mieścimy o.o''
      Ty, jak widzę, też masz całkiem sporą rodzinkę ;) Ale w sumie takie duże rodziny są fajne, przynajmniej jest wesoło (choć czasami szlag może człowieka trafić z tyloma osobami).
      Z boku to mogę oglądać, kiedy mam dobry ku temu nastrój xD A tak ogólnie to mi też z reguły brak cierpliwości ^^'

      Usuń
    8. O! Ja tu wpadam, a wygląd bloga się zmienił na taki... świąteczny i pozytywny! ;)

      Hehehehe no mam xd Ale właśnie ich nie znam, albo nie pamiętam, co jest trochę frustrujące... Cóż, jak będzie jakiś ślub w rodzinie, to z pewnością znajdzie się okazja do spotkania xd
      A taak... Jak się wszyscy zjadą to okazuje się, że dom jest stanowczo za mały i ma za mało pokoi/ łóżek/ łazienek... W takich sytuacjach myślę, że przydałby się jakiś zameczek xd
      To właśnie jeden z powodów, dla których nie planuję mieć dzieci...w najbliższej przyszłości x)

      Usuń
    9. Święta już tuż, tuż, więc stwierdziłam, że pora na tymczasową zmianę nagłówka.

      Z najbliższej rodziny znam wszystkich, gorzej z tą nieco dalszą... Czasami słyszę coś o jakichś ciotkach itp., a nie mam pojęcia, o kogo chodzi ^^'
      O tak, nam też przydałby się "zameczek" xD Najbardziej irytuje mnie to, że jak ktoś przyjeżdża, to mój pokój często robi za gościnny i muszę się przeprowadzac na jakiś czas do Kao...
      Heh, soka xP

      Usuń
    10. Ja się noszę z napisaniem notki na święta, ale... No brak czasu! ^^" Serio, przed świętami to istny młyn! A po świętach i przed sesją? Eh, studia, jednym słowem...

      Hehehe mam tak samo ;)
      O! Ja mam za mały pokój, by ktoś go zajmował... No i za bardzo zagracony xd Żeby zrobić z niego pokój gościnny, trzeba by go porządnie wysprzątać, a tego nikomu robić się nie chce xd (tak w ogóle- ja to nazywam artystycznym nieładem)
      Dzięki Bogu, to braciszek ma duuży pokój, więc on się zawsze musi dzielić xd

      Usuń
    11. Też miałam zamiar naskrobac jakąś świąteczną notkę, ale nie wyszło... Nie mam na to weny. Ani czasu, bo jakoś nikt poza mną póki co praktycznie niczego na święta nie zrobił :/

      Mój pokój też jest mały, ale czysty... Nie umiem życ w bałaganie. Pokój Kao jest większy, więc czasami śpią u niej kuzyni xD

      Usuń
    12. Ja nie mam czasu bo studia... ;/ Szczerze mówąc dawno mi się tyle w jednym czasie na głowe nie zwaliło... ;/

      Heh no ja właśnie jest bałaganiarą xd Jak mam porządek to nie umiem niczego znaleźć xd Ale to się tyczy tylko powiedzmy ubrań, butów i biżuterii... Co do książek, to są posegregowane, co do notatek ze studiów-też. Co do pisania moich opowiadań, też to sobie organizuję i trzymam w odpowiednim miejscu. Cóż, jak zaczynam pracować, to na powaznie xd

      Usuń
    13. Ech, współczuję...

      Rozumiem xP Nie no, ja muszę mieć porządek ze wszystkim, naprawdę nie znoszę bałaganu. Nie znaczy to, iż zawsze mam wszystko idealnie poukładane w szafach czy coś, ale muszę wiedzieć, gdzie co jest i w ogóle...

      Usuń
    14. No właśnie jak mam bałagan to potrafię wszystko znaleźć xd Paradoks xd

      Usuń
    15. Kao chyba też tak ma ^^'

      Usuń
  2. Ech ogólnie opowiadanie bardzo mi się podobało tylko najbardziej mnie dobiło że wiem co było przyczyną powstania tego opowiadanie... Ech no ale dobra nie ważne już o tym gadałyśmy... Cóż najbardziej dobił mnie sen i ta końcówka...
    Co do Mikołajek... Dostałam batona i jogurt o.o" Ech ale fakt masz rację to fajne że możecie dzięki Mikiemu tak spędzać mikołajki :p

    Pozdro i całuski :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma to jak bycie wtajemniczonym...
      O, no proszę o.o' To smacznego xD No, dzięki Momo jest naprawdę miło :) I tym weselej, że 6.12 obchodzi też urodziny, więc wiesz... jest zabawnie xD

      Buziaki i dzięki za odwiedziny ;*

      Usuń
    2. Tia...
      Heh dzięki xD Aczkolwiek jogurt mój braciszek zjadł ^ ^" No domyślam się xD Nie no mieć takiego maluszka w domu jest naprawdę świetnie ^.^

      Usuń
    3. Czemu mnie nie dziwi, że Ci zjadł? x_x W końcu ma tendencję do zjadania jogurtów nie tylko należących do siostry, ale i do obcych o.o''
      Nom...

      Usuń
    4. Echn no co racja to racja on ma do tego tendencje ^ ^" No to uśmiech ;p

      Usuń
  3. Przeczytałam i muszę powiedzieć, że bardzo mi się podoba :)
    Dołujące jak cholera, a co za tym idzie... cudowne! Ostatnimi czasy mam taką fazę... im bardziej dołujące lub straszne tym lepsze.

    Mikołajki? Jak byłam malutka zawsze siadałam pod drzwiami i czekałam aż przyjdzie Mikołaj, no a potem... rodzice znajdywali mnie śpiącą na podłodze pod drzwiami, a ja się cały ranek wściekałam, bo Mikołaja nie widziałam xD W tym roku dostałam czekoladę i breloczek (ale taki fajny, z kulą, w której był śnieg i Mikołaj i... chyba jakieś gwiazdki, nie jestem pewna co to jest ^^)

    Pozdrawiam i weny- Andzik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, cieszę się, że się podoba. Ja też mam "fazę" na dobijające rzeczy, choc to akurat nie nowośc.

      Heh, my z Kao nie czekałyśmy, ale kilkakrotnie zastanawiałyśmy się, czy by tak nie zrobic xD Za to parę razy zostawiłyśmy Mikołajowi ciasteczka czy coś w tym stylu ^.^

      Pozdrawiam ;*

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.