środa, 5 grudnia 2012

Water Dragons




      Prom kosmiczny wylądował w astro porcie na planecie Water. Wyszło z niego tylko kilkoro osób. Jedną z nich był około czterdziestoletni mężczyzna idący w towarzystwie dwudziestoletniego młodzieńca. Obaj byli wysocy, wyglądali na wysportowanych. Starszy był blondynem o szarych oczach, młodszy szatynem o piwnych oczach i śniadej cerze.
      Przeszli kawałek, po czym starszy zatrzymał się nagle. Rozejrzał się dokoła i zamyślił się.
      - O co chodzi, John? - spytał młodziak.
      - Nie było mnie tu przez dwadzieścia pięć lat… - odparł John. - Dziwnie tu powrócić.
      - Nie wracasz, tylko przyjeżdżasz z wizytą. To istotna różnica - zaprzeczył jego towarzysz.
      - Taak… - zgodził się John. - To co? Ruszamy, Carl! - zakomenderował John.
      Carl ruszył przodem. John stał jeszcze przez moment.
      - Witaj w domu, John… - powiedział sam do siebie, po czym ruszył za młodszym kolegą.
*
      - Wszystkiego najlepszego, Will!
      Chłopak otworzył oczy, przetarł je i uśmiechnął się szeroko do rodziców. Był to wysoki szatyn o bursztynowych oczach i smukłej budowie ciała.
      - Siedemnaście lat! To się w głowie nie mieści! -  rzekła mama młodzieńca. - Jak ty szybko rośniesz!
      - Mówisz to co roku, mamo - roześmiał się Will.
      - Bo to najświętsza prawda! - zaoponowała kobieta.
      Ojciec chłopaka przyglądał się mu w milczeniu. Po chwili zaczęło się obdarowywanie jubilata, uściski, życzenia… Jak to zwykle w urodziny.
*
      - Podaj do mnie, Maia! - krzyknął siedemnastoletni chłopak do swej młodszej o rok siostry.
      Dziewczyna nie posłuchała jednak i dalej biegła z piłką przez niewielkie boisko. Przygotowała się do strzelenia bramki, ale nagle jakby się rozmyśliła i podała piłkę bratu. Ten, będąc na wygodnej pozycji, natychmiast skierował ją w stronę bramki.
      - I gooool! Proszę państwa, cóż to za wspaniały zawodnik! Niezaprzeczalny mistrz - Jaaaack! - krzyknął chłopak.
      - Jack! - skarciła go siostra. - Nie zapomnij, że to ja podałam ci piłkę, mimo że mogłam sama strzelić! Zresztą… Co to za sukces strzelić gola, skoro nie ma żadnych przeciwników ani bramkarza? - zaśmiała się.
      - Nie moja wina, że chłopaki nie przyszli - obruszył się Jack. - Mieli tu być pół godziny temu - zdenerwował się.
      Nagle zza płotu wybiegł zdyszany brunet.
      - Przepraszam za spóźnienie - wydyszał. - Musiałem pomóc przy naprawie holotelewizji w domu…
      - Dobra, dobra, nie tłumacz się, tylko stawaj na bramce - przerwał Jack.
      - A wiesz, gdzie jest Ben, Matt? - spytała ruda Maia.
      - Nie ma go? - Matt dopiero teraz zauważył nieobecność przyjaciela. - Nie, nie wiem, gdzie może być…
      Trójka przyjaciół postanowiła więc zacząć grę bez Bena. Boiska, na którym grali, nie można było nazwać dogodnym miejscem do footballu. Rolę bramek pełniły znalezione przez nich badyle, ziemia nie była dostateczne udeptana, zaimprowizowane boisko znajdowało się bowiem tuż przy plaży. Plażowicze często przyglądali się przyjaciołom ze zdziwieniem. Piłka nożna nigdy nie była popularnym sportem na planecie Water. Nigdy.
      - Jestem! - wykrzyknął radośnie niewysoki brunet o ciemnoniebieskich oczach, który nagle się pojawił.
      - Wreszcie! Gdzieś ty był? - zapytał rozgniewany Jack.
      - Podrywałem taką pannę… - zaczął chłopak.
      - Ale zupełnie cię olała! - dokończyła Maia.
      - Wcale nie! - obruszył się kolega. - Po prostu okazało się, że nie jesteśmy sobie pisani…
      - Czyli nic nowego, Ben - roześmiał się Matt.
      - Cha, cha! - zdenerwował się Ben i zrobił obrażoną minę.
*
      Szczupła dziewczyna była już naprawdę głęboko. Wypatrywała muszelek, przyglądała się morskim roślinom i zwierzętom. Po chwili zauważyła piękną rozgwiazdę. Podpłynęła więc bliżej i z ciekawością się jej przyjrzała. Trwała tak przez dłuższą chwilę. Nagle poczuła, że ktoś dotyka jej ramienia. Odwróciła się i ujrzała koleżankę - pokazywała gestem, że mają już wracać. Szatynka przytaknęła i obie wypłynęły na powierzchnię.
      - Nie wiem, jak możesz tak długo wstrzymywać oddech, Diano - powiedziała blondynka do koleżanki, gdy już wyszły na ląd.
      - To przecież nic takiego - stwierdziła Diana. - Wielu Waterian to potrafi…
      - Tak, ale na kilka minut, a nie przeszło dwadzieścia! Wytrzymujesz tyle, co mistrzowie w nurkowaniu! Mogłabyś startować w zawodach…
      - To nie dla mnie, Saro - odrzekła Diana. - A nawet gdyby… Nawet nie miałabym osoby, która mogłaby być ze mnie dumna… - powiedziała ze smutkiem. - Nikt z nas nie ma…
      - Di, najwyższy czas żebyś pogodziła się z tym, że nie masz rodziców. Nie tylko ty mieszkasz w domu dziecka! Poza tym…
      - Chodźcie wreszcie! - przerwała opiekunka. - Wszyscy są już w drodze do domu, musimy ich dogonić.
      Diana spojrzała ze smutkiem na Sarę. Potem wbiła wzrok w ziemię i obie ruszyły za wychowawczynią.
*
      John i Carl maszerowali dziarskim krokiem przez ulice stolicy Water, Blueloo. Miasto leżało na największej wyspie planety, Waterflo. Położone było na wybrzeżu i było najczęściej odwiedzanym przez turystów miejscem na Water.
      - Musimy znaleźć jakiś hotel - powiedział John.
      - Tak, masz rację - odpowiedział Carl. - Jaki polecasz?
      - Jak to?
      - No… Jaki hotel polecasz? To twoje rodzinne miasto, chyba wiesz gdzie można się zatrzymać? - spytał młodzieniec.
      - Chyba żartujesz, Carl! Ostatnio byłem tu w wieku szesnastu lat! A od tego czasu trochę się tu zmieniło…
      - Jak mogłeś nie lubić tego miejsca? John, przecież tu jest fantastycznie! Ocean, plaże, piękna pogoda - dosłownie raj! Co ci tu nie pasowało? Dlaczego opuściłeś swoją planetę, swój dom? - zapytał chłopak.
      - Bo nikt mnie tu nie rozumiał - stwierdził John. - Zrozum, byłem jedynym człowiekiem na Water, który wiedział, co to football! Jak chciałem z kimś pograć, to patrzyli na mnie jak na jakiegoś szaleńca. Jak grywałem sam, było to samo. Zamykałem się w swoim pokoju i oglądałem mecze Pucharu Galactik Football… Nie mogłem z nikim porozmawiać na temat swojej pasji, a co dopiero ją z kimś dzielić! A piłka nożna to gra zespołowa. Tutaj jedynymi funkcjonującymi sportami są sporty wodne… Pływanie, surfing, nurkowanie…
      - No dobrze, było ci ciężko… Ale żeby opuścić swoją planetę na dwadzieścia pięć lat?
      - Nie mogłem wrócić… Widzisz… Uciekłem w dniu szesnastych urodzin. Rodzice byli wściekli… Już wcześniej się mnie wstydzili, a gdy odkryli moją ucieczkę… Cóż, od tego czasu nie miałem z nimi kontaktu…
      - Przecież mogłeś do nich zadzwonić, wysłać list! - powiedział Carl.
      - Próbowałem! Przez pierwszych kilka miesięcy nie chciałem ich znać… Ale potem dołączyłem do Piratsów… Moje marzenie się spełniło - grałem w prawdziwej piłkarskiej drużynie, braliśmy udział w Galactik Football Cup! I choć bez fluxa nie mieliśmy szans na zwycięstwo, to jednak nigdy wcześniej nie byłem tak szczęśliwy jak wtedy, gdy graliśmy. Byłem tak szczęśliwy, że stwierdziłem, że spór z rodzicami jest zbędny, że możemy się pogodzić! Wysyłałem wiadomości, listy, dzwoniłem… Ale oni nie odpowiadali. Później dowiedziałem się od pewnego człowieka, że nie chcą mieć ze mną nic wspólnego. Zrezygnowałem więc z pomysłu na odwiedzenie rodziny. Kilka lat później doszła do mnie informacja, że rodzice nie żyją. Przysiągłem sobie, że nigdy tu nie wrócę… - John zamilkł.
      - Och… Nie miałem pojęcia, że to tak wyglądało… - zachmurzył się Carl.
      - Tak… Cóż, nie rozmawiajmy już o tym - rzekł John. - Popatrz, ten hotel wygląda przyjemnie!
*
     - Will, obiad! - krzyknęła mama chłopaka.
      Młodzieniec siedział w swoim pokoju i grał w nową grę. Usłyszawszy mamę, odłożył sprzęt i zszedł na parter. Mieściły się tam kuchnia z jadalnią, salon i mniejsza łazienka. Dom był dwupiętrowy, urządzony nowocześnie.
      - Mmm, co tak pięknie pachnie? - spytał chłopiec na progu kuchni.
      - Twoje ulubione danie, synku! - odrzekła pani domu z uśmiechem.
      Tata siedział już przy stole i z niecierpliwością czekał na podanie obiadu. Will usiadł na swoje miejsce. Wtedy matka podała jedzenie i wszyscy zaczęli pałaszować swoje porcje.
      - Pychota! Dzięki, mamo! - powiedział Will z uśmiechem.
      - Nie ma za co, to twój dzień - odpowiedziała mama.
*
      Diana i Sara siedziały na swoich stałych miejscach na stołówce w domu dziecka. Od początku obiadu nie odezwały się ani słowem.
      - Po obiedzie młodsze dzieci pójdą ze mną na plażę - oznajmił jeden z wychowawców.
      - A my? - spytał rudy chudzielec.
      - Wy możecie robić co chcecie, ale na terenie ośrodka - odpowiedział mężczyzna.
      Sara i Di spojrzały na siebie porozumiewawczo. Wiedziały, co będą robić.
*
      - Ben, uważaj! - krzyknęła Maia.
      Ale było już za późno. Piłka leciała zbyt szybko, a chłopak był odwrócony w stronę plaży.
      - Auuu! - zawył, gdy piłka uderzyła go w głowę.
      - Mówiłam przecież, żebyś uważał - zaśmiała się dziewczyna.
      - Jak możecie grać, skoro na plaży przebywa taka piękność? - spytał Ben.
      - Wiesz, mnie tam dziewczyny nie interesują… - zaczęła Maia.
      - Jack, Matt! Popatrzcie na nią tylko! - przerwał Ben.
      Chłopcy podeszli do przyjaciela i spojrzeli w pokazywanym im kierunku. Na plaży stała piękna blondynka. Jej długie włosy falowały na delikatnym wietrze. Była bardzo zgrabna, miała na sobie najmodniejszy strój kąpielowy. Ben patrzył na nią jak w transie, oczarowany do głębi.
      - Widziałeś ją już setki razy! - stwierdził Matt.
      - Tak… I co z tego? - spytał Ben.
      - Skoro ci się tak podoba, to może z nią porozmawiasz? - zaproponował Jack.
      - Nie no, jasne, podejdę i spytam, czy się ze mną umówi! Dobre sobie! - oburzył się Ben.
      - Eee… Przecież robisz to z każdą dziewczyną, która ci się podoba! - rzekła Maia.
      - Ale ta to co innego! - obruszył się chłopak. - Ona jest jak… jak… Jak gwiazda, jak nimfa… Oooch… - westchnął tęsknie.
      - Dobra, koniec tego ślinienia się! - krzyknął Jack. - Gramy! - wrzasnął, po czym podał piłkę Mai. Ta biegła z nią chwilę.
      - Ben, orientuj się! - ostrzegła, podając piłkę chłopakowi.


***
      To oczywiście jest tylko marny początek opowiadania, na które mnie naszło w trzeciej gimnazjum po obejrzeniu "Galactik Football", czyli tuż przed moim wpadnięciem do świata mangi i anime.
      Pozdrawiam serdecznie odwiedzających i życzę miłych mikołajek ;)

2 komentarze:

  1. Nawzajem :) Ja pamiętam ze te 5 czy ileś lat temu, nie przepadałam zbyt za tym serialem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Heh ja "Galactick Football" oglądałam z Wiktorią jak się nią w wakacje zajmowałam xD Nie wiem ile odcinków obejrzałam może z trzy... *myśli intensywnie*

    Ech no fakt widać że to początek ^.^' No ale intrygujący ;p Jak mniemam wszystkie "światy" kiedyś tam miały się spotkać xp Ech żal mi Diany, Sary i Johna ;( Kurcze noo T^T Nie omieszkam wspomnieć że jest pewnie Will xD

    Pozdro i całuski :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.