poniedziałek, 29 kwietnia 2013

I will find you




      - Nick, muszę już iść, jadę z rodziną na imieniny matki. Czy mógłbyś dokończyć za mnie notkę podsumowującą naszą działalność w tym miesiącu? Zostało dosłownie kilka kwestii… Myślałem, że zdążę, ale…
      - Spokojnie, zrobię to, nie spieszy mi się dzisiaj.
      - Dziękuję, Nick, jesteś wielki!
      Dwudziestokilkuletni młodzieniec uśmiechnął się i pomachał koledze na pożegnanie, wysyłając mu szczery uśmiech. Miał na imię Dominik, ale od kiedy pamiętał, wszyscy wołali na niego Nick.
      Poczochrał lekko czuprynę swych orzechowych włosów, po czym migiem dokończył swoją robotę, nucąc piosenkę, którą akurat puszczali w radiu. Nie znał ani jej tytułu, ani wykonawcy, jedynie część słów tekstu. W jego przypadku nie było to nic nowego, choć wciąż wydawało mu się to dość zabawne. Inni często wręcz się z niego śmiali, iż zna tyle tekstów, a niemal nigdy nie wie, kto dane utwory wykonuje.
      Zapisał plik, a następnie zabrał się za niedokończoną pracę Pawła, około czterdziestoletniego mężczyzny, męża niezwykle sympatycznej kobiety i ojca trojga żywiołowych dzieci. Paweł zaczął pracować w fundacji mniej więcej w tym samym czasie co Dominik, dlatego od początku czuli się sobie w jakiś sposób bliscy i szybko się zaprzyjaźnili.
      Nick od zawsze pragnął pomagać ludziom. Nie było to podyktowane nędzą czy rodzinnymi problemami, nic z tych rzeczy. Urodził się w familii, której finanse i poczucie przywiązania do siebie nawzajem stale utrzymywały się na przeciętnym poziomie. Miał dwóch starszych braci, każdy z nich już się ożenił, jeden doczekał się niedawno upragnionego dziecka. Ich rodzice byli zdrowi i zadowoleni z życia. Dominik również. Ukończył studia, które wybrał, jakimś cudem od razu udało mu się znaleźć całkiem dobrą pracę - co przecież wcale nie było takie łatwe w obecnych czasach - a jednocześnie zapisał się do fundacji pomagającej potrzebującym. Musiał przyznać, że praca w Słońcu Życia przynosiła mu o wiele więcej satysfakcji niż ta zawodowa. Choć lubił to, co robił, najwięcej przyjemności sprawiało mu wspomaganie tych, którzy radzili sobie z życiem nie tak dobrze jak on sam. Był wiecznie pozytywnie nastawionym do wszystkiego człowiekiem i jednym z jego najważniejszych zadań podczas długiej - taką przynajmniej miał nadzieję - egzystencji już dawno temu stało się zarażanie optymizmem innych.
      - Witam państwa po przerwie - rozległ się z radioodbiornika głos redaktora. - Powracamy do tematu zaświatów i pomocy, którą stamtąd otrzymujemy. Część naszych słuchaczy opowiedziała nam już o swych niesamowitych przeżyciach z tym związanych. Ponawiam więc pytanie przewodnie dzisiejszej audycji: czy ludzie, którzy opuścili ziemski padół, w jakiś sposób nam pomagają? Serdecznie zapraszam do telefonowania, nasz numer to…
      Dominik uśmiechnął się lekko pod nosem. Ciekawy temat, nie ma co. Sam często zastanawiał się, czy jego ukochani dziadkowie przypadkiem nie maczają palców w jego małych sukcesach. Zmarli, gdy był wesołym dzieciakiem, ale do dziś czuł, iż w pewien sposób wciąż są przy nim.
      Skupił się na pracy, więc przez jakiś czas nie bardzo docierały do niego słowa płynące z radia.
      Westchnął głośno i przeciągnął się porządnie na krześle, gdy ukończył zadanie. Zapisał wszystko, by potem wyłączyć komputer i wstać. Sięgnął po swoją bluzę, zarzucił ją sobie na ramię i już miał wyjść z niewielkiej siedziby fundacji Słońce Życia, gdy zorientował się, iż zupełnie zapomniał o wyłączeniu radia. Cofnął się więc i już miał nacisnąć odpowiedni przycisk, gdy z głośników rozległ się cichy głos młodej kobiety.
      - Dzień dobry…
      - Witam serdecznie panią Lenę z Krakowa! - zawołał spiker. - Czy jest ktoś, kto najprawdopodobniej wspomaga panią z Nieba bądź innego miejsca w zaświatach?
      - Zdecydowanie… - odparła, choć w jej tonie nie dało się owego zdecydowania wyczuć. - Mój brat - dodała. - Był cztery lata starszy ode mnie. Często ze mnie żartował, gdy byliśmy dziećmi, droczył się ze mną… Ale bardzo się kochaliśmy. Jednak w wieku jedenastu lat zginął w wypadku…
      - Szczerze pani współczuję - rzekł redaktor. - To musiał być dla pani szok.
      - Owszem, był. Choć z początku nie do końca pojmowałam, co się stało. Nie miałam oparcia w rodzicach, gdyż matka na długi czas przestała się do kogokolwiek odzywać, a ojciec zajmował się tylko nią… Pieczę nade mną przejęła babcia. Ale to już inna historia. Wracając do tematu, jestem pewna, że mój brat postanowił nawet po śmierci ze mnie żartować.
      - Co ma pani na myśli? Czyż nie mówimy o pomocy z zaświatów?
      - To zależy od punktu widzenia - wyjaśniła spokojnie głosem, w którym wciąż pobrzmiewała melancholia i dziwny, nie do końca dający się zidentyfikować smutek. Pewnie, temat wiązał się z tym, co dla ludzi ważne i w pewien sposób bolesne, ale to nie było to, Dominik wyraźnie to czuł.
      - Wyjaśni nam to pani? - zapytał grzecznie spiker, zapewne nieco już zirytowany przedłużającym się milczeniem, choć nie dawał tego po sobie poznać.
      - Chociaż niektórzy nie potrafią tego zrozumieć, są ludzie, dla których życie nie jest darem, lecz przekleństwem. Pragną jak najszybciej zniknąć, lecz nie mogą… Coś lub ktoś im w tym przeszkadza. Wielokrotnie już otarłam się o śmierć, ale brat zawsze mnie ratował. To właśnie miałam na myśli mówiąc, iż ze mnie żartuje. Nie wiem, po co istnieję i nie rozumiem, dlaczego nie mogę tego zakończyć…
      Redaktor nie odezwał się. Niemal dało się wyczuć napięcie panujące w studiu. Nick nie sądził, by ktokolwiek spodziewał się, iż zadzwoni do nich słuchaczka najwyraźniej mająca depresję - albo przynajmniej stany depresyjne.
      - Może to kara - ciągnęła dziewczyna. - Kara za to, że od kiedy mój brat zginął, nieustannie mu zazdroszczę. To straszne, prawda? Wiem, że niewielu mnie rozumie. Mam świadomość, iż zdecydowana większość osób miłuje życie. Ale ja do nich nie należę i nic na to nie poradzę. Może więc muszę pokutować? Męczyć się tu, póki czegoś nie zrozumiem, nie zmienię nastawienia… Albo chociaż do czasu, kiedy przestanę zazdrościć bratu tego, że umarł, na dodatek nie zaznawszy nigdy prawdziwie gorzkich łez…
      - Cóż… - wydukał spiker. - Pani Leno… - zamilkł na moment. - Pani Leno? Jest pani z nami?
      Nie było jej, odeszła bez pożegnania, zniknęła, jakby była jedynie mglistym wspomnieniem.
      Dominik dopiero wówczas spostrzegł, że jego serce bije zdecydowanie szybciej niż powinno. Nie był pewien, dlaczego tak się stało. Czy to przez tę tajemniczą kobietę?
      Analizował w myślach jej słowa, kiedy wyłączał radio i wychodził na zewnątrz. Stwierdził, że oprócz śmierci brata musiało spotkać ją w życiu kilka złych rzeczy. Albo po prostu nie radziła sobie z tym wszystkim, co ją otaczało. W jej szarej egzystencji brakowało słońca…
      Wsiadł do samochodu, zapalił silnik i automatycznie włączył radio. Zawsze to robił.
I'll find you somewhere.
I'll keep on trying until my dying day.
I just need to know whatever has happened,
The truth will free my soul.1
      Znał tę piosenkę, ale jak zwykle nie mógł wygrzebać z pamięci żadnych konkretnych informacji. Wsłuchał się jednak w tekst, chwilami po cichu go nucąc.
      - Within Temptation, „Somewhere” - oznajmił spiker, jakby czytał Dominikowi w myślach.
      Uśmiechnął się lekko.
      - I will find you2 - rzekł cicho, myśląc o dziewczynie z radia. To nic, że mieszkała w Krakowie, a on w Bydgoszczy. To nic, że znał jedynie jej imię i miasto, w którym przebywała. - I will find you! - zawołał z pełnym przekonaniem, postanawiając w duchu, iż nie tylko odnajdzie Lenę, ale jeszcze oświetli jej życie i uczyni je lepszym, pełniejszym. Nieważne, jak wyglądała, jak się ubierała, ile zarabiała… Miała piękny, delikatny głos i zbyt wiele zmartwień na głowie. Pomoże jej.
~~~~
      W duchu dziękował Bogu, iż dziewczyna nie miała na imię Ola, Ania, Kasia czy Karolina, bo tych było tyle, że chyba życia by mu nie starczyło na odnalezienie jej. Mimo wszystko w Krakowie kilka jej imienniczek mieszkało i Dominik westchnął, patrząc na zaznaczone w książce telefonicznej strony. Wydawało mu się, że spędził całe wieki na przeszukiwaniu księgi w celu znalezienia każdej możliwej Leny z Krakowa. Nie tracił jednak entuzjazmu - postanowił, że ją znajdzie i to zamierzał uczynić, bez względu na koszty.
      Z początku odrobinę speszony, dzwonił do wybranych osób z dziwnym, podejrzanym i głupim pytaniem, czy przypadkiem posiadaczka danego numeru nie dzwoniła w ostatnich dniach do radia. Kilka pań niemalże się na niego wydarło, inne po prostu odkładały słuchawkę, jeszcze inne wdawały się z nim w długie i niemiłosiernie nudne pogawędki na każdy niemal temat.
      Mimo to próbował do skutku.
      - Słucham? - spytała kolejna Lena, ale tym razem Nick był pewien, że to ta, której szukał. Od razu poznał jej głos.
      - Witam serdecznie. Przepraszam, że pani przeszkadzam. To pani dzwoniła przedwczoraj do radia ABC, prawda? - zapytał. Mówił najbardziej sympatycznym i przyjaznym tonem, na jaki było go stać, a trzeba było mu przyznać, że miał do tego talent, więc mało kto mu nie ulegał. Serce w jego piersi wywijało radosne salta, a on, nie mogąc usiedzieć w miejscu, wstał z krzesła i zaczął przechadzać się po mieszkaniu. Podszedł do okna i spojrzał na bawiące się w dole, na placu zabaw, dzieci. Miał nadzieję, że niebawem sam doczeka się podobnych słodkich urwisów… - Mam na imię Dominik i chciałbym… - kontynuował, ale usłyszał jedynie dźwięk odkładanej słuchawki. - Super… - mruknął do siebie.
      Jego plan nie do końca się powiódł, ale przynajmniej znał już nie tylko imię dziewczyny, ale również jej nazwisko. Wklepał wszystkie znane mu informacje w Google i przyjrzał się dokładnie wszystkim wynikom. Uznał się za prawdziwego szczęściarza, gdy po kilku godzinach znalazł na stronie jakiejś szkoły filmik, w którym pewna Lena odbierała nagrodę za zajęcie pierwszego miejsca w polonistycznym konkursie. Usłyszał wtedy głos dziewczyny i natychmiast rozpoznał ten, którego szukał. Zadowolony, poszperał jeszcze dłużej, a w rezultacie stał się szczęśliwym posiadaczem adresu swej Leny. Obliczył też, że najprawdopodobniej ma jakieś dwadzieścia trzy lata, więc zapewne studiuje.
      Dochodziła czwarta nad ranem. Dominik nie czuł się jednak zmęczony - wręcz przeciwnie, kipiał entuzjazmem. Natychmiast się spakował, po czym na jakieś dwie godziny wskoczył do łóżka, by potem wziąć szybki, orzeźwiający prysznic, ubrać czarne spodnie, białą koszulę i brązową marynarkę, zjeść byle jak przyrządzoną kanapkę i ruszyć do auta. Zadzwonił do fundacji, że musi wziąć kilka dni wolnego. W pracy miał akurat urlop. Był pewien, że Bóg i dziadkowie pomagają mu w tych wszystkich przedsięwzięciach.
      Po jakichś siedmiu godzinach dotarł do Krakowa. Kilkakrotnie zmuszony był pytać przechodniów o drogę na ulicę przeznaczenia, ale w końcu udało mu się dobrnąć do celu. Wzruszony przeszedł przez furtkę niewielkiego domu, pokonał kilka schodków i zadzwonił do drzwi. Czuł, że ręce odrobinę mu się pocą, więc szybko wytarł je o spodnie. Nie sądził, że będzie aż tak zdenerwowany. Miał wrażenie, że to, co właśnie robił, było jego prawdziwą misją życiową. Przyszedł na świat po to, by pomóc tej dziewczynie.
      Nikt nie otwierał. Dominik dzwonił jeszcze kilkakrotnie, pukał, ale bez rezultatu. Zawiedziony, lecz z zamiarem udania się w to miejsce następnego dnia, odwrócił się. Zdążył postawić prawą nogę na pierwszym stopniu, gdy spostrzegł się, że ktoś mu się przygląda.
      Stała przy furtce, trzymając siatkę z zakupami. Miała dość długie, ciemnobrązowe, niemal czarne proste włosy i oczy zdające się być odbiciem odrobinę zachmurzonego nieba. Ubrana była w zwiewną, bladoróżową spódniczkę i lekką, jasnoszarą bluzkę z długim rękawem.
      Ich spojrzenia się zetknęły. Uśmiechnął się promiennie, doskonale wiedząc, że spędzi z tą dziewczyną resztę życia.
      Lena zaś pod drzwiami swojego domu ujrzała słońce.


1 ang. “Znajdę cię gdzieś.
Będę próbować aż do dnia mej śmierci.
Po prostu muszę wiedzieć, cokolwiek się wydarzyło,
Prawda wyzwoli mą duszę.
2 ang. „Znajdę cię”




***
      Cześć. Jakiś czas temu, między nauką a tym-co-powinno-nią-być, napisałam to krótkie opowiadanko. Jakoś tak odczułam potrzebę nabazgrania kilku stron i tak oto się to skończyło. Momentami korci mnie, by dopisać ciąg dalszy historii Dominika i Leny, ale w zamiarze to one-shot. Hm… Nie mam zielonego pojęcia, czy da się kogoś znaleźć w taki sposób, w jaki D. odnalazł L., ale załóżmy, że owszem. ^^’ Proszę o wyrozumiałość, bo wena i „kunszt pisarski” rządzą się własnymi prawami.
      Na działce jest coraz piękniej! Tym razem wraz z dziadkiem zajęliśmy się wnętrzem, bo ogród jest względnie czysty. Mam nadzieję, iż niebawem znów tam zawitam.
      Wczoraj byłam na chrzcinach najmłodszej kuzynki. Coraz częściej łapię się na tym, że sama chętnie zostałabym już mamą (znaczy nie chciałabym tego w wieku dwudziestu lat, ale gdyby tak tych parę wiosen przeskoczyć…), uwielbiam te słodkie dzieciaczki (tak, wiem, że nie wszystkie są słodkie i kochane, ale to przede wszystkim zależy od wychowania). Taak, tylko wypadałoby jednakowoż jakiegoś faceta sobie najpierw znaleźć, czyż nie…? -.-‘
      Pozdrawiam Was serdecznie. Trzymajcie za mnie kciuki w drugim tygodniu maja…



Część działkowych oznak wiosny

15 komentarzy:

  1. Wiesz dobrze jak kocham to opo kotek <3 Nie no jak już mówiłam prawie się poryczałam jak to czytałam Q.Q Ech rozmawiałyśmy też o tym co najbardziej mnie dobija w tym opo ale nie będę się tu rozpisywać bo niektórych spraw lepiej tu nie poruszać ^ ^"

    W razie gdybyś jednak zechciała pisać dalej to wiesz je chętnie przeczytam xD Hehehehe fakt działeczka coraz piękniejsza <3 Co do dzieciaczków już wiele czasu spędziłyśmy na rozmowie na ten temat ^ ^" Hehehe kochanie to pora na podbój męskich serc xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Hai, hai, wiem.

    Taa, nie wątpię :P
    Jeszcze trochę i razem wybierzemy się na działkę <3
    No fakt. A sama sobie szukaj faceta, ja koniec końców będę starą panną :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie bym przeczytała ciąg dalszy. Wydaje mi się, że zakończenie jest otwarte, nie lubię takich bo w mojej wyobraźni pojawiają się smutne scenariusze. q.q Na samym początku wyobrażałam sobie Lenę jako blondynkę, ale coś czułam, że to będzie brunetka. xD Historia mi się bardzo podobała, tylko szkoda, że nigdy się nie wydarzy. (nie z moim szczęściem ;p)

    Bardzo podoba mi się pierwsze zdjęcie, które zrobiłaś. :) Wiosna szybko "się zrobiła". :D
    Dziś jak sobie szłam do szkoły to widziałam u sąsiada drzewo całe w różowych kwiatach. Nie było na nim żadnych liści tylko kwiaty. Skojarzyło mi się z japońską sakurą. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jest to otwarte zakończenie i tak było w zamyśle, ale może rzeczywiście dopiszę ciąg dalszy. Pytanie, jak to się skończy? Bo mam wersję smutną i szczęśliwą ^^'
      Taak, u mnie też nie ma szans na coś takiego. Zresztą prawdę powiedziawszy, ja to bym się takiego gościa nieźle wystraszyła xD

      U mnie w okolicy całkiem sporo jest teraz takich drzew i też wyobrażam sobie, że krążę wśród kwitnących wiśni <3

      Usuń
    2. O. Fajnie że dopiszesz kontynuację :D Pewnie wolałabym szczęśliwe zakończenie, bo po smutnych jestem często przybita. xD Ale to co wymyślisz, zależy od ciebie i mi pozostaje tylko czekać. xD
      Ja tam nie wiem jak bym się zachowała. Ale pewnie bym coś dziwnego wypaliła >D

      Chciałabym mieć takie drzewo z różowymi kwiatami u siebie na podwórku. ~ :D U mnie w okolicy nie ma ich sporo. Raptem jedno z różowymi kwiatkami, reszta to białe... xD

      Przy okazji, zapraszam na nowy rozdział. :3 [biala-czarownica]

      Usuń
    3. Oj, to nic pewnego, nie wiem, czy mi się będzie chciało xp
      Jak czytam coś u kogoś, to wolę szczęśliwe zakończenia, ale u siebie bardziej upodobałam sobie te przygnębiające ^^' Nie ma to jak znęcanie się nad postaciami ze swoich opowiadań -.-''

      U mnie dużo i jednych, i drugich. Choć niestety płatki już energicznie spadają, by dać miejsce liściom, co już nie wygląda tak magicznie, chociaż też pięknie.

      Przeczytam w ciągu najbliższego tygodnia (teraz nie bardzo mam do tego głowę T^T), dziękuję za informację :*

      Usuń
  4. O kurcze! Ale super! Też bym chciała, żeby mnie ktoś tak odnalazł! :D
    Może jestem nienormalna, ale jak tylko przeczytałam tytuł piosenki i wykonawcę, wstukałam youtube i ją znalazłam ^^" Bardzo fajna nuta, może nawet ją sobie ściągnę... ;)

    Czyżby te zdjęcia przedstawiały kwiaty u Cb na działce??? Wow! Fajnie rosną! Zapewne wiosna przypadła im do gustu :)

    Tak a propos- znikam od 6 maja do 11, więc proszę o wyrozumiałość, jeśli w tym czasie nie będę odpisywać na komentarze :)

    Ave :*

    K.L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto by nie chciał ;_;
      Heh, cieszę się, że wpadła Ci w ucho ;) Ja poznałam ją chyba przy okazji oglądania jakiegoś AMV i tak mi się spodobała, że natychmiast musiałam ją ściągnąć.

      Tak, to u mnie na działce :)

      Oki, dziękuję za informację :* A dokąd to się wybierasz, jeśli można wiedzieć? xd

      Usuń
    2. Tydzień praktyk na śląsku ;/ To nie żadna tajemnica ;D Poza tym wolę uprzedzić, że znikam, bo laptopa nie biorę... (podobno tam nawet nie łapie wi-fi) Więc będę miała ograniczony dostęp do świata informacji :)

      Usuń
    3. W takim razie powodzenia ^^'

      Usuń
    4. Dzięki :D Będzie potrzebne ;)

      Usuń
    5. Nie ma za co :* To tak jak mnie ;_;

      Usuń
  5. Niezbyt ambitna zabawa ale nominowałam cię do pewnej gry. Reszta u mnie na blogu. Nie musisz odpowiadac, sama nie przepadam za takimi zabawami ale czasem jak widac podaje dalej ^^"

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć. Zapraszam na Rozdział VII [biala-czarownica] =3

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam. U mnie pojawił się nowy rozdział. Zapraszam jak masz chwilę czasu :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.