środa, 30 października 2013

Pierwsze koty za płoty, czyli jak przetrwać pierwszy miesiąc japonistyki

      Pytanie „Czy dostanę się na japonistykę?”, które zadawał sobie pewnie niemal każdy przyszły japonista, szybko zmienia się na coś w stylu: „Czy w ogóle na niej przetrwam?”. Szłam na te studia pełna wątpliwości i dość przerażona, choć oczywiście również podekscytowana. Mimo kilku informacji od senpaiów, wiedziałam niewiele, ale może to i dobrze, bo tak czy owak trzeba wszystkiego doświadczyć na własnej skórze. A przechodząc już do sedna sprawy: póki co jest świetnie! Jak na studia, oczywiście. Otóż siedzę sobie na zajęciach i zwyczajnie czuję, że jestem tam, gdzie powinnam być. To cudowne, bo w szkole nie doświadczałam czegoś takiego. Jak również tego, że uczę się tych rzeczy, których chcę się uczyć, a nie muszę. Zajęcia są interesujące, często zabawne, zazwyczaj mijają dość szybko - a obawiałam się, że będzie inaczej, skoro jedna „lekcja” trwa dwa razy dłużej niż ta w szkołach. Praktycznie wszystkich wykładowców polubiłam, część z nich wręcz uwielbiam. Wśród nich jest dwoje Japończyków. Cudownie jest mieć kontakt z prawdziwym japońskim. :) Senpaiowie są sympatyczni, służą radą i pomocą, a do tego organizują nam imprezy (nie jestem ich fanką, ale cóż, podobno trzeba się integrować, czego niestety moja wrodzona aspołeczność nie do końca może zdzierżyć). Ogólnie rzecz biorąc toruńska japonistyka przypomina swego rodzaju rodzinę, a to nieczęste zjawisko na uniwersytetach. Jest więc naprawdę miło.
      O dziwo, póki co nie miałam zbyt wiele nauki. Wiąże się to jednak z tym, że sama zapoznałam się z podstawami w ciągu mego sławnego gap year (a skoro już o tym mowa - chyba nawet więcej osób jest z mojego rocznika, a nie młodszego, co w jakiś sposób podnosi na duchu), dzięki czemu nie musiałam na przykład na szybko uczyć się hiragany i katakany. Pierwsze dwie lekcje w podręczniku i ćwiczeniach też były prościutkie, trzecia i czwarta zaś wydawały się już nieco przerażające, ale i z tym poradziłam sobie bez problemu. Bardzo pomagają w tym codzienne zajęcia z praktycznej nauki języka (PNJ). Mamy pod tym względem duże szczęście, bo na innych japonistykach mają chyba tego mniej. Początkowo bałam się konwersacji, obawiałam się, że będę się stresować za każdym razem, gdy ktoś każe mi się odezwać, jak to zazwyczaj było na angielskim i niemieckim w szkole. A tutaj? Tu często wręcz chcę coś powiedzieć. Wspaniale jest uczyć się posługiwać językiem, który od kilku lat chciało się poznać.
      Bodajże szesnastego i siedemnastego października mieliśmy warsztaty z kaligrafii. Prowadzone były przez sześcioro Japończyków. My, jako ichinenseitachi, nie braliśmy w nich czynnego udziału, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Powtórka z rozrywki wiosną lub za rok. ;)
      Wczoraj zaczęliśmy kanji. Będzie ciężko, ale z tym trzeba było się przecież liczyć, wybierając się na taki kierunek. Mimo wszystko ciekawi mnie to i mam nadzieję, że sprostam wszelkim wyzwaniom.
      Jutro większość ludzi rozjeżdża się do domów, niektórzy po raz pierwszy w tym roku akademickim. Ja z kolei wracam do domciu na każdy weekend. Dobrze jest posiedzieć z rodzicami i rodzeństwem i oderwać się troszkę od życia studenckiego.
      Dobra, nie rozpisuję się bardziej, czas iść spać, bo jutro trzeba wcześnie wstać. Pozdrowienia dla Tabi-chan, z którą mam zaszczyt (? xD) studiować, a także dla reszty czytelników. Mata ne!



senpai - ktoś starszy rangą; tu: student II/III roku
hiragana i katakana - japońskie sylabariusze
ichinenseitachi - pierwszaki
kanji - japońskie pismo ideograficzne
mata ne - na razie (jako pozdrowienie)

27 komentarzy:

  1. Awwwww~ Dziękuję za pozdrowionka i oddając ci twój własny tekst... wracaj do nauki a nie posty mi tu będziesz pisać. xP haha Ja ogarnęłam dzisiaj na razie tylko wszystkie kanji na liczby~ Może jutro w pociągu się trochę doedykuje, zobaczymy jak to będzie. Nie mogę się już doczekać tego powrotu do domu. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do jakiej nauki? xD Hehe xD
      I co, uczyłaś się w pociągu? :P

      Usuń
  2. Jeej *_* Tak bardzo zazdrość... Faktem jestem na razie w liceum, ale również myślę o tym kierunku. To nie jest jakieś tam durne mrzonko, tylko po prostu serducho mi aż przyśpiesza kiedy słyszę zdania wypowiadane w języku japońskim. (rozumiesz co chcę powiedzieć. xD) Do Torunia mam baaaardzo daleko, i mogę powiedzieć, że ostatnimi czasy zastanawiam się nad tym miastem coraz bardziej. Wiem również, że na UJ ciężko się dostać... Ale będę pracować ciężko! Nie poddam się tak łatwo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale rozumiem ;)
      Na każdej japonistyce studiują ludzie z całej Polski (i nie tylko!), więc nie byłabyś jedyną osobą dojeżdżającą z daleka.
      Życzę powodzenia, a być może spotkamy się w przyszłości jako senpai i kouhai ;) Co do UJ - tak, trudno się dostać. Mnie się nie udało, ale nie narzekam, bo i tak najbardziej zależało mi na UMK. Polecam, bo wykładowcy świetni, a atmosfera między latami niemalże rodzinna ;)

      Usuń
  3. Trudna rzecz... A gdzie można po tym pracować? Mysza materialista.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudna, trudna.
      Z pracą może być ciężko, ale ogólnie rzecz biorąc: tłumacz (ustny, pisemny), szkoły językowe itp., pozostanie na uczelni i zwrot ku pracy naukowej, wyjazd do Japonii. W Polsce to pewnie najwięcej zajęć znalazłoby się w Warszawie, choć w dzisiejszych czasach pewnie sporo ogarnie się przez internet...

      Usuń
    2. McDonald czeka! :D:D:D

      Usuń
    3. Budyń, jak możesz? Dzięki za motywację :P

      Usuń
  4. Też się wybieram! Nie wiem czy do Torunia, ale to się jeszcze sprawdzi ;) Jakie trzeba mieć wyniki z matury i z czego zdać rozszerzenie, żeby się dostać? Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Toruniu liczy się rozszerzony polski i angielski, a także (odrobinkę) matematyka na dowolnym poziomie. Jeśli miałabyś ok. 90% z rozszerzeń, nie powinnaś mieć problemów z dostaniem się na UMK ;)
      Pozdrawiam i już teraz życzę powodzenia!

      Usuń
    2. A wiesz może coś na temat innych uczelni? ;) Dzięki bardzo!

      Usuń
    3. A tak wgl chciałabyś mi poświęcić kiedyś trochę czasu i opowiedzieć co nie co? bo chciałam właśnie wybrać się na Japonistykę, ale mam pewien problem z maturami itd ;) Napisz u mnie na blogu ;) Pozdrawiam
      Akane

      Usuń
    4. Na UJ i UW na pewno trudniej się dostać. Z moimi wynikami na UJ się nie dostałam, a były dość dobre. Na UJ liczy się rozszerzony polski i angielski, na UW chyba to samo co na UMK... Na UAM oprócz polskiego i angielskiego rozszerzonego bierze się pod uwagę też coś jeszcze (do wyboru: http://orient.amu.edu.pl/index.php/dlakandydata/studiapierwszegostopnia/postepowanierekrutacyjne). Ogólnie polecam przysiąść przed komputerem i odwiedzić strony wszystkich czterech uczelni, na których jest japonistyka, by sobie wszystko porównać i na spokojnie przeanalizować ;)

      Usuń
  5. Uczyć się, a nie :D
    Jeszcze raz gratuluję dostania się i bardzo się cieszę, że w końcu piszesz o samych pozytywach (jej, gdzie się podziała pesymistyczna Aya? :D). Dużo duużo lepiej taką się Ciebie czyta (: Trzymam kciuki i życzę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cichaj! xP
      Dziękuję! Hm, no ostatnio faktycznie jestem dość optymistycznie nastawiona do życia. Jak na mnie. Oby tak pozostało!

      Usuń
  6. Startuje z nowym opowiadaniem na:
    http://our-immortal-dreams.blogspot.com/
    Zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
  7. No to czy na jakiekolwiek studia o kierunku japonistyki przydaje się matura rozszerzona z polskiego? ;p Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Język polski na poziomie rozszerzonym jest konieczny chyba na każdej japonistyce. Mimo iż angielski na poziomie rozszerzonym liczy się bardziej, z kiepskim wynikiem z polskiego rozszerzonego raczej nie ma się szans na dostanie się na japonistykę.

      Usuń
    2. A w takim razie... Czy matura z rozszerzonego polskiego jest trudna? Bo nie chce brać rozszerzonych lekcji, bo zwyczajnie nie wyrobię na nich psychicznie xD

      Usuń
    3. Trudno powiedzieć. Zależy dla kogo. Mnie nie sprawiła większych problemów, ale wiem, że sporo osób nie bardzo sobie z nią radzi. Musisz przejrzeć matury z lat ubiegłych i zdecydować. Startowanie na tak wymagający kierunek, jakim jest japonistyka, wiąże się z pewnymi "poświęceniami" - lepiej się na nie przygotuj, jeśli faktycznie Ci na nim zależy.

      Usuń
  8. Hej. :)
    Właściwie nie wysyłałam ci powiadomień o nowych rozdziałach, bo miałam wrażenie, że cię zaspamuję i pewnie ty jak znajdziesz chwilę to przeczytasz. :3 Teraz będę wiedziała. No i zapraszam na nowy rozdział. :3

    A tak w ogóle to ja wiedziałam, że sobie poradzisz. To na pewno musi być wspaniałe uczucie kiedy w końcu robisz coś co lubisz i nikt cię do tego nie zmusza. Ja na przykład siebie nie widzę na żadnych studiach, i żaden przedmiot w szkole jakoś specjalnie mnie nie fascynuje.
    Tylko życzyć Ci wytrwałości i powodzenia w nauce. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)

      Owszem, to świetne uczucie i wcześniej go nie znałam.
      Współczuję. Ale wiesz co? Moja siostra miała podobny problem. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić, poszła na pierwsze lepsze studia, że to tak uogólnię, nastawiona była okropnie negatywnie... a okazało się, że odnajduje się na nich i w sumie jest zadowolona :) Mam nadzieję, że Ty również znajdziesz coś, co Ci się spodoba!
      Dziękuję i również pozdrawiam!

      Usuń
  9. Najwazniejsze w studiach chyba faktycznie jest to poczucie spełnienia :) Nie ma sensu uczyć się czegoś, czego nie lubisz ^_^

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie pojawił się nowy rozdział, zapraszam. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. U mnie pojawił się nowy rozdział, zapraszam. :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.