środa, 25 marca 2015

Benron Taikai

      Uwaga, uwaga! Dzisiaj nie będzie już tak dobijająco jak poprzednio. Nie do końca dlatego, że sytuacja się poprawiła (wszak przed lipcem raczej nie ma na to szans), ale… No, po kolei.
      O ile dobrze pamiętam, wspominałam w którymś poście, że muszę napisać supiichi. Dobra, napisałam. Zobaczywszy, ile muszę poprawić, załamałam się, niemniej każdy był w identycznej sytuacji, więc co tam. Okej, poprawiłam, wysłałam… Znów do poprawki, ale tym razem z tajemniczym dopiskiem w stylu „jeszcze trochę i będzie to supiichi na poziomie warszawskim” (i nie chodzi tu o UW, lecz o organizowany w Warszawie przez Ambasadę Japonii Benron Taikai, konkurs krasomówczy języka japońskiego). Nie zwracając na to większej uwagi, myśląc, że ów wykładowca pisze tak każdemu, wysłałam kolejną poprawkę. I tak dalej, i tak dalej, aż w końcu otrzymałam wiadomość pod tytułem „proszę koniecznie wystąpić w Warszawie”. Haha, „nice try but nie”, jak to mawia jeden z wykładowców. Nie dla mnie takie rzeczy. Prawie zapomniałam o sprawie, gdy na uczelnianym korytarzu zostałam praktycznie zmuszona do tego, by jednak na ten konkurs jechać. Nie chce mi się już opisywać całej tej procedury… Zakodujcie sobie tylko, że naprawdę, ale to naprawdę nie pchałam się do tej Warszawy. Tylko więcej stresu i roboty, jakbym miała za mało jednego i/lub drugiego…
      Krew, pot i łzy. Okej, ale jakoś przeżyłam. I oto pierwszego dnia wiosny stawiłam się w Warszawie. I wiecie co? Nie było tak tragicznie. Modliłam się tylko, by nie zrobić z siebie totalnego pośmiewiska i faktycznie tak się nie stało. Co więcej, nasłuchałam się naprawdę miłych pochwał. Podniosło mnie to na duchu, serio. Wreszcie poczułam, że ktoś docenił moją ciężką pracę. Pewnie, wciąż jestem żółtodziobem. Pewnie, jestem tylko drugoroczniakiem. Ale… Ale zostałam doceniona, tak po prostu. Zupełnie nieznana mi osoba zaczepiła mnie na korytarzu, by pogratulować mi przemówienia. Ładne, wesołe, z przesłaniem. Wygłoszone odpowiednio. Dobra wymowa. I tak dalej. To plus stwierdzenie, że powinnam być jedną z laureatek, sprawiło, że zrobiło mi się ciepło na sercu. Nie chodzi o dumę czy zaspokojenie ambicji. Tylko właśnie o to wyżej wspomniane uczucie docenienia. Senseie też byli zadowoleni, też powiedzieli kilka miłych słów… I choć w tym roku nikomu z mojej uczelni nie udało się zostać laureatem (swoją drogą, tegoroczne wyniki „to jakiś żart”, że tak zacytuję moją senpaikę), stwierdziłyśmy z koleżanką, że za rok pojedziemy tam po zwycięstwo. ;) (To nie deklaracja wojny czy coś, spokojnie! Po prostu na chwilę obecną mamy ochotę spróbować jeszcze raz.)
      Sam konkurs przebiegał w naprawdę miłej atmosferze. Udział wzięło ponad dwadzieścioro osób. W tym licealistki (bo chłopaka w tym wieku chyba nie było, choć może się mylę) - były takie urocze w tej swojej nieporadności! (Nie mam na celu obrażania kogokolwiek - szczerze je wszystkie podziwiam za odwagę! ^^ I życzę sukcesów w przyszłości!!!) Moim ōendanem (czyli grupą wspierająco-dopingującą) byli tata i siostra, a także „japonistyczna mama” (senpai) i koleżanka z roku (znaczy… my trzy nawzajem się wspierałyśmy/dopingowałyśmy). Laureaci byli, jacy byli i nic się na to nie poradzi (nie będę tu nawijać o teoriach spiskowych czy coś, lepiej nikomu nie podpadać, a co! xD), ale każdy uczestnik dostał nagrodę za udział (różne przydatne rzeczy od Pentela, parę innych od… no, różnych sponsorów, ale, co najważniejsze, dwie bardzo fajne książeczki, które bardzo mi się przydadzą w nauce!). Reasumując… Cóż, stres taki, że gdybym nie była na lekach, raczej dawno wąchałabym już kwiatki od spodu, ale w obecnej sytuacji przeżyłam i teraz, gdy jest już po wszystkim, stwierdzam, że było całkiem fajnie i było warto. Jeszcze nieraz najdą mnie chwile zwątpienia („Co ja robię na tym kierunku?!” i takie tam), ale mam nadzieję, że przynajmniej od czasu do czasu wrócą do mnie wspomnienia tych wszystkich miłych słów, które wtedy usłyszałam i podniosą mnie na duchu.
      I co teraz? Teraz jestem chora, co równa się zwolnieniu, a to z kolei swego rodzaju wypoczynkowi. Jestem tak zmęczona, że dramat, dlatego leniuchuję trochę, próbując naładować baterie, mimo że mam tysiąc rzeczy do zrobienia i nauczenia się. Na szczęście już niebawem święta, potem gasshuku (taki obóz japonistyczny), na który nie jadę, żeby odpocząć, potem majówka (niestety, w tym roku to tylko trzy skromne dni, niemal tyle co nic T^T)… No, troszkę wolnego będzie, więc głowa do góry, Ai-chan, jakoś to będzie! *gada do siebie (nie zwracać uwagi)*
      Wiosna przybyła i choć faktycznie w marcu jak w garncu, czuć tę specyficzną atmosferę wiszącą w powietrzu. Przyrodę budzącą się do życia po długim zimowym śnie… Czy Wam również dodaje to trochę energii?
      Nie przedłużając już, żegnam się i pozdrawiam cieplutko oraz życzę wesołego Alleluja, bo znając moje życie kręcące się wokół studiów, do Wielkanocy nie będę już miała czasu na pisanie postów. Bywajcie!

Rzeczone "bardzo fajne książeczki". Marzyłam o tej po lewej! *.*

Dyplom za uczestnictwo (fajny, nie? xD) To zaczernione to oczywiście moje miano.

Moje "motywatory" - Yato i Yukine z "Noragami" i Kaneki z "Tokyo Ghoul".

I kolejny motywator - Fong z "Kateikyoushi Hitman Reborn". Od czasu
do czasu gości na mojej laptopowej tapecie.

10 komentarzy:

  1. Gratulacje! Polecam Ci kiedyś pojechać na Gasshuku :) Ja po pierwszym roku zakończyłam przygodę z japonistyką, ale Gasshuku wspominam bardzo dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Ech, szczerze mówiąc, naprawdę bardziej pociąga mnie wizja kilku dni wolnego (czyt. odpoczynku) niż zabawy na gasshuku. Na tych studiach jest tak ciężko, że każda odrobinka wytchnienia jest na wagę złota. Czy to z tego powodu zrezygnowałaś z japonistyki? Na której uczelni studiowałaś? Oczywiście nie musisz odpowiadać, jeśli nie chcesz. ;)
      Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny! :)

      Usuń
  2. Tak na początek: gratulacje! Ja bym umarła na Twoim miejscu. Niestety, nie nadaję się do przemówień publicznych i nawet leki mi nie pomagają... Ale na to akurat nie narzekam! Nikt mnie nie zmusza do wystąpień, więc jest spoko xD
    Tak w ogóle-czytając to, to się uśmiechałam. Pomyślałam sobie "No nareszcie! Aya zadowolona, lepiej się czuje i nie spróbuje rzucić studiów!" :D
    Wiesz Ty co? Zauważyłam, że często chorujesz... To jakaś anemia? Niedobór witamin? Albo osłabiona odporność? A może zwykłe stres?
    Dyplom bomba! chciałabym mieć takie cudo na ścianie ;)
    Twoje motywatory też są super! Chyba muszę sobie takie machnąć gdzieś w widocznym miejscu, by się motywować do roboty ;)
    Pozdro!
    K.L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Wiesz, też myślałam, że umrę. Byłam w okropnym stanie, a w chwili prawdy nogi tak mi się trzęsły, że bałam się, iż padnę i zrobię sensację jako osoba, przez którą trzeba dzwonić po karetkę. ^^ A leki mam na tyle specjalistyczne, że naprawdę pomagają. Tak więc doprawdy wolę sobie nie wyobrażać, co by było bez nich...
      Wiesz... Są wzloty i upadki. Pewnie jeszcze nieraz będę narzekać, bo te studia to jakiś żart...
      Ach, mam tak od dziecka, teraz to i tak nic! Lekką anemię miałam w dzieciństwie, teraz to po prostu wrodzona słaba odporność + wieczny stres. :/
      Motywatory to fajna sprawa. Niekoniecznie motywują, ale zawsze miło popatrzeć na bishów! xD
      Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny! :)

      Usuń
  3. Otsukare!
    Mówiłam, że będzie dobrze. <3 Segi nam miał pokazać Wasze występy, ale nie działały, więc może zobaczymy je na innych zajęciach.
    Powodzenia w przyszłym roku, mam nadzieję, że wtedy już na pewno przywieziecie trofeum do Torunia. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, gdybym na lekach nie była, to by dobrze nie było. ^^' Ze mnie to naprawdę jest yowamushi, wiesz? T^T
      O rety, Bogu dzięki, że nie działały! Nie chcę, żeby to pokazywał, zapadnę się ze wstydu pod ziemię! ;__;
      E, teraz tak gadam, za rok pewnie odwidzi mi się wizyta w Warszawie. ^^'
      Dzięki za odwiedziny i do zobaczenia w poniedziałek, Kagamicchi! :*

      Usuń
  4. Zdecydowanie takie nastawienie powinnaś mieć częściej. :D Ale własnie tak jest, gdy ktoś cię pochwali i doceni to co robisz to dopiero wtedy zaczynasz wierzyć w siebie. Ja tak też miałam w jednym przypadku. To teraz wiesz, że dasz sobie radę. Jakoś, ale dasz. I gratuluję ambicji i trzymam kciuki za kolejne zawody. :D Może właśnie się wygrać, kto wie. :D
    Wgle, tak mi się przypomniało jak mój kolega jechał do Lublina na konkurs recytatorski. Przyjechali tam ludzie z okręgu całego woj. lubelskiego, a na podium stanęli tylko uczniowie lublina c: Coś taki dziwny przypadek. Tak mi się skojarzyło z tym jak pisałaś o tym laureatach XD
    Zdrowiej szybko :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem... Ale już mi przeszło. Znów jestem w czarnej wiadomo-czym i nie mam pojęcia, jak mam przetrwać do świąt.
      Nie dziwię się, że tak Ci się skojarzyło. Tu było dość podobnie.
      A zdrówko jakoś nie chce wrócić. T^T
      Dzięki za odwiedziny. Pozdrawiam!

      Usuń
    2. zapraszam na rozdział. :)

      Usuń
    3. zapraszam na rozdział. ^^

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.