czwartek, 20 sierpnia 2015

Sprawozdanie z pseudowakacji

      Kilkakrotnie miałam ochotę coś napisać, ale zawsze coś mi w tym przeszkadzało. W końcu jednak trzeba wziąć się do roboty, bo już teraz mam problemy z umiejscowieniem wspomnień w czasie, a warto coś niecoś o nich napomknąć.
      Poprzednia nieopowiadaniowa notka opublikowana została ponad miesiąc temu, a od tego czasu naturalnie sporo się wydarzyło. Od czego zacząć? Powiedziałabym: najlepiej od początku, ale to nie takie proste, bo wszystko mi się miesza.
      Jakoś niedługo po publikacji wyżej wymienionej notki pojechałam z mamą i bratem do chrzestnej. Na tydzień. Nie miałam tego wcześniej w planach, jako że miała przyjechać do mnie przyjaciółka, ale sprawa trochę się pokomplikowała i w rezultacie jej przyjazd został przesunięty na jakiś tydzień później. Nie chciało mi się siedzieć w domu i codziennie gotować tacie i dziadkowi obiadów, więc powzięłam decyzję o wyjeździe do chrzestnej. Zdecydowanie nie żałuję, bo było naprawdę miło. Dzięki życiodajnym lekom, jak je nazywam, nawet szaleństwa chłopców (jeden jedenastolatek i dwóch ośmiolatków) jakoś specjalnie mnie nie irytowały. Bodajże dwa razy byłam z nimi na basenie (było super), chodziliśmy wszyscy na spacery (przynajmniej w te dni, kiedy dało radę wyjść z domu - wiecie, upały), dwa razy poszłam do kina („W głowie się nie mieści” z chłopcami i „Magic Mike XXL” z mamami), nawet coś tam zwiedziłam (jakąś basztę)... Naprawdę było w porządku. Udało mi się też trochę poczytać, aczkolwiek jeśli o tę sprawę chodzi, to jestem tymi wakacjami załamana, bo za nic w świecie nie uda mi się nadrobić literackich zaległości (serialowych i animowanych również, jak już o zaległościach mowa). Po prostu nie mam na to czasu, jakkolwiek by to nie brzmiało. Okropność. Znów pozostanie mi czytanie na wykładach (cii, ja tego nie powiedziałam!).

Widok z baszty.

Chomik kuzynów. Ma na imię Pasek. Kiedyś już o nim pisałam.

      Pod koniec lipca przyjechała wreszcie przyjaciółka. Trochę pobyłyśmy na działce, a potem z siostrą i jej przyjaciółką pojechałyśmy nad morze, do Łeby. Nocowałyśmy pod namiotami (jeśli o mnie chodzi, był to mój pierwszy raz, ale przeżyłam), pierwsza noc była tak zimna, że nie mogłyśmy spać, druga świetna, a trzecia chłodna, ale do zniesienia. Pływałam w lodowatym morzu, skakałam przez fale, szukałam muszelek (oj, jakoś ubogo tam było, jeśli o nie chodzi!)... Trochę zaszalałyśmy z pamiątkami czy smakołykami. Kupiłam sobie śliczny zegarek, krótkie spodenki (normalnie w takich nie chodzę, za gruba jestem, ale na działkę czy do pływania są super) i piękny kapelusz, w którym, jak mówią, wyglądam jak arystokratka. I, uwaga, uwaga, opaliłam się! Ja, wiecznie blada jak ściana, wreszcie nie zlewam się z białymi bluzkami i nie odbijam światła (no, może trochę)! Szok w trampkach.


      Potem chyba znowu siedziałyśmy na działce. Tam to jest jednak najfajniej na świecie, serio. Mam nadzieję, że uda mi się tam pojechać pod koniec tygodnia albo na początku przyszłego. Ale dobra, wracajmy do tego, co już było. Otóż od czasu powrotu znad morza próbuję się uczyć. Mam trzy rzeczy do napisania we wrześniu. Poprawę wiadomo czego (no, dla wtajemniczonych, ale nie chcę o tym pisać ani nawet myśleć), kolokwium z pisma, którego nie udało nam się napisać przed wakacjami, plus, niestety, poprawę innego kolokwium ze znaków, bo niestety go nie zdałam (czemu, ach, czemu nie mamy zaliczeń od 50%?! Wówczas niczego nigdy nie musiałabym poprawiać!). Udało mi się za to zaliczyć III semestr (cha, cha, nie ma to jak dowiedzieć się tego w sierpniu), więc jest jakaś tam marginalna szansa na to, że zaliczę też IV i przejdę na III rok, aczkolwiek próbuję się na to nie nastawiać, bo o ile pismo może jakoś wkuję, o tyle tamto wiadomo co to już inna historia i obawiam się, że przez rok bym się tego nie nauczyła. Bu.
      15.08 w dość spontaniczny jak na nas sposób wyjechałyśmy z przyjaciółką do Warszawy, żeby zobaczyć się z moją siostrą, która siedzi tam od półtora tygodnia, oraz z moją córką i wnuczką. Było bardzo miło i przykro było się rozstawać, ale liczę na to, że jeszcze spotkamy się w takim gronie.



      Co jeszcze? Chyba dwa razy byłam z przyjaciółką w kinie („Minionki” i „Mały Książę” - jedno i drugie świetne, gorąco polecam!), wcinałyśmy lody Oreo, obejrzałyśmy „Czas Honoru: Powstanie” (świetne, ale - uwaga, spoiler! - „wszyscy” giną), kupiłyśmy sobie (a także mojemu rodzeństwu) przesłodkie poduszkokoce (Biedronka rządzi), dotarły do mnie zamówione mangi, więc muszę siąść i przeczytać „Orange” oraz „Tokyo Ghoul” (Kaneki, kocham cię!), a także książkę z biblioteki („Biała lwica” Henninga Mankella, też polecam - w sensie całą serię o komisarzu Wallanderze)... Taak, no i przede wszystkim muszę się uczyć, choć tak koszmarnie mi się nie chce. To jakaś abstrakcja: uczenie się w wakacje. To tak strasznie się wyklucza, że nie wiem, jak mam tego dokonać. Niby się uczę, ale i tak większość informacji zwiewa z mojej pamięci, nim się obejrzę. Uch. Nikomu nie polecam wrześniowych poprawek (odkrycie Ameryki, co?).

Rzeczone poduszkokoce. Różowy siostry, fioletowy przyjaciółki, zielony mój. 
Brat ma szopa.


      No i właśnie, uczyć się muszę, to co ja się tu będę rozpisywać... Przykro mi, ale co zrobić. Jak mus, to mus. Dlatego też kończę, pozdrawiam i życzę miłych wakacji, tym, którzy mogą wypoczywać, a powodzenia tym, którzy tak jak ja muszą zmagać się z kampanią wrześniową. Odmaszerować, żołnierze.

Bonusowo moja przesłodka psina-mumina.

12 komentarzy:

  1. O mój borze liściasty, te poduszkokoce wyglądają obłędnie *w*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? *o* Nie mogliśmy się powstrzymać!

      Usuń
  2. Hahah, też patrzyłam te poduszkokoce, ale ostatnimi siłami odeszłam od nich :D Minionki najlepsze! Banananaa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja niestety nie odeszłam i musiałam wysłuchiwać kazania rodziców. Nie żeby im się nie podobały, ale kupienie czterech naraz trochę ich zdenerwowało, wszak nie kosztowały grosze.
      Minionki są świetne. :D Wciąż słyszę to "la banana" i inne takie. :D

      Usuń
  3. Chomik w kuli D: Nie wolno używać kul do biegania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest kula do biegania! To słoik, do którego czasem wchodzi i w którym... chomikuje jedzenie. xD

      Usuń
  4. Zamieńmy się, błagam! T.T Ja zdam za Ciebie Sega a Ty za mnie literaturę. T.T
    A i mangusie ci przywiozę na koło z kanji, bo mój oddział poczty mnie nienawidzi i zmienili godziny otwarcia na jakieś nieludzkie pory, a jedyny dzień kiedy było na łohoho uwaga 11 to akurat nie mogłam. T.T Czasami nie lubię mieszkać na wsi. ^^"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, zamieńmy się! Może się nie skapną, imiona te same, kto by się resztą przejmował. xD Kurka no, ja coś czuję, że tego S. nie zdam. T.T
      Oki, nie ma sprawy, dzięki. ;*

      Usuń
  5. Ach wspomnienia! Kurczę było CUDOWNIE!!! Aż miło sobie powspominać <3 Szkoda że tak szybko się skończyło no ale liczę na wrzesień :p Kochana dobrze wiesz że wierzę w ciebie i trzymam za ciebie kciuki! Zresztą nie ważne co się stanie bo na pewno coś dobrego z tego wyniknie ja w to wierzę ^.^

    W każdym bądź razie trzymam za ciebie mocno kciuki :*

    Suzu-chan/sian

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz! To rzadkość tutaj. :( Wpadaj częściej, w końcu jesteś moją bliźniaczką, a nie. :P
      Dziękować. :*

      Usuń
  6. chomik kuzynów wygląda jak mój Jerzy, który odszedł w zeszłe wakacje, aż mi się przez to na wspomnienia zebrało. :) ten ostatni miesiąc bardzo aktywny miałaś i widzę, że nie tylko ja mam tak, że od nowego roku akademickiego będę nadrabiała zaległości czytelnicze, bo jakoś przez wakacje ciężko się czytało. ;)
    pozdrawiam.
    http://poprostumadusia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę. I współczuję straty zwierzaczka. :(
      Od liceum ciężko mi się czyta. Znaczy lubię to tak samo, tylko z czasem jest coraz gorzej. A to nauka, a to rodzina, przyjaciółka i tak jakoś nagle okazuje się, że mam mało czasu tylko dla siebie...
      Również pozdrawiam.

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.