środa, 11 maja 2016

W co ręce włożyć?

      Ależ dramatycznie zaniedbałam tego bloga. Przepraszam - czytelników, jeśli jakimś na postach zależy - i samego bloga, bo jest ze mną od tak dawna…
      Ostatnio pisałam przed sesją zimową (nie liczę życzeń wielkanocnych), a teraz… Teraz zbliża się sesja letnia. Zimową zaliczyłam - i to, o dziwo, z bardzo dobrymi wynikami - a co więcej, jakimś cudem zdałam ten cały egzamin stypendialny, na który nawet się nie uczyłam. Tym razem miałam szczęście. Pamiętam szok, jaki przeżyłam na zajęciach, na których się o tym dowiedziałam. Zupełnie się nie spodziewałam, a tu proszę. Nie wiedziałam (i nadal nie wiem), czy się cieszyć, czy może płakać. Ekscytacja i radość mieszają się z rozpaczą i przerażeniem. Może to głupie, bo przecież podróż do Japonii to jedno z moich wielkich marzeń, ale rok na drugim końcu świata bez rodziny i przyjaciół? Będzie ciężko. O ile mnie przyjmą, bo to też nie jest pewne. Jakiś czas po egzaminie pisemnym mieliśmy rozmowę kwalifikacyjną. Nie podobała mi się, było sztywno i stresująco. No i nikt nie zamierzał nam powiedzieć, jak nam poszło, w wyniku czego żyjemy sobie w błogiej (?) nieświadomości, czekając na lipiec, kiedy to niby mają przyjść do nas maile z japońskich uczelni z informacją, czy nas tam chcą, czy nie.
      O ile dobrze pamiętam, po całej tej burzy związanej z egzaminem, rozmową, lataniem na potrzebne badania i wypełnianiem stosu dokumentów, było względnie w porządku. Kwiecień jednak był dość pracowity, a o tym, co dzieje się teraz, nawet nie chce mi się wspominać. Mam tyle do roboty, że nie wiem, w co ręce włożyć. W sumie dobrze, że jestem chora, bo przynajmniej mam trochę czasu na to wszystko, bo jak się co rusz wychodzi na zajęcia, to go nie ma. Serio. Przykre, ale prawdziwe. Niemniej i tak jestem w tyle, mam wrażenie, że z niczym się nie wyrabiam i tradycyjnie mam dość. Uch. Marzę o wakacjach. Tyle że zanim nadejdą, trzeba przejść przez te wszystkie prace, prezentacje, tłumaczenia, znaki, lektury i, do licha, napisać wreszcie licencjat (że już nie wspomnę o samej sesji i obronie). Dobrnęłam mniej więcej do jego połowy, a oczywiście powinnam go skończyć do końca maja, z tym że to chyba niemożliwe, biorąc pod uwagę ilość całej reszty rzeczy do zrobienia. Aż mnie głowa od tego boli (dosłownie).
      W niedzielę I Komunia Święta kolejnego kuzyna. Z jednej strony cieszę się bardzo, że zobaczę się z co poniektórymi członkami rodziny, z drugiej - jestem nieco podłamana tym, że w owym czasie nic pożytecznego nie zrobię. Takie to moje życie.
      Dobra, pomarudziłam sobie, już kończę. Żeby nie było: pozytywne rzeczy też się zdarzały. Udało mi się wpaść na kilka dni do przyjaciółki, a majówkę spędziłam - mimo choroby - w cudownym miejscu z cudownymi ludźmi. Może kiedyś zdam Wam relację…
      Cóż, trzymajcie się mocno. Jeśli też macie dużo na głowie, trzymajcie się jeszcze mocniej.





Takie to widoczki są właśnie jednymi z tych "pozytywnych" rzeczy.

Moja najsłodsza psina-mumina. <3

7 komentarzy:

  1. Oj, Aya-chan, nie przejmuj się! Nie mamy Ci za złe narzekania ;) Każdy student zrozumie Twoje rozterki :)
    Poza tym gratulacje! Zdanie takiego egzaminu? Wow po prostu! :D Zazdroszczę! Ja mam problemy z każdym kolokwium (ale obciach ;/). No, w każdym bądź razie - cieszę się, że jakoś Ci się wiedzie, a śmiem twierdzić, że całkiem nie najgorzej!
    Jak Ty znajdujesz motywację? I siłę? No serio ja się pytam! Jestem na 4 roku studiów i wciąż nie umiem się zmotywować ;/ A tu magisterka za pasem!

    Poza tym - jak będziesz mogła jechać do Japonii to jedź. Nie oglądaj się na nikogo, ani na rodzinę, ani na przyjaciół. Wiem, brzmi bezdusznie. Ale skąd wiesz, czy będziesz miała jeszcze kiedyś okazję?? Jedź i się niczym nie przejmuj. Będziesz miała świetną przygodę, a i wspomnienia będą z pewnością niesamowite! Będę Ci kibicować i trzymać kciuki :*

    Pozdro! :*
    K.L.

    PS. jestem zazdrosna! Też bym pojechała do Japonii! Może dasz radę spakować mnie do walizki?? xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. ^^'
      Dziękuję, ale naprawdę to musiało być tylko głupie szczęście. ^^'

      No pojadę, pojadę i nawet zamierzam wycisnąć z tego, ile się da, ale to nie zmienia faktu, że się boję...

      Spróbuję Cię spakować, kto wie, może się uda. xD

      Usuń
  2. Ja akurat miałam takie szczęście, że jednego tygodnia byłam na osiemnastce kuzynki, a w następnym na Komunii kuzyna XD
    Współczuję z tymi sesjami. Teraz trwają matury i nauczyciele ciągle straszą mój rocznik, że to samo czeka nas za rok. Te egzaminy tylko utrudniają życie ;_;
    Piękne kwiatuszki <3
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkich straszą maturą, a potem człowiek idzie na studia i odkrywa, że każda sesja jest dużo gorsza od niej. Jako licealistka w to nie wierzyłam, ale starsi, doświadczeni ludzie mieli rację, przyznaję to bez bicia. ;_; Choć wiadomo, wiele zależy od kierunku. Mój jest straszny.
      Cieszę się, że Ci się podobają. <3 Uwielbiam kwiatki. :D
      Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny!

      Usuń
  3. Zastanawiałam się gdzie Ci odpisać! Więc padło na tego bloga ^^
    ... a młodość nie wieczność!
    Moje najgorsze lata to liceum. Ale wróciłabym do 3 klasy i poprawiła pewne rzeczy... No, gdybym miała obecną wiedzę ;)
    Heh, ja w czasie liceum stałam się konformistką. I trochę mnie to boli - czasem chciałoby się zaszaleć...
    Cóż, deprecha! Nie dziwię się. Jak czasem czytuję ile Ty się musisz uczyć, to naprawdę Ci współczuję!
    Hm... no ja właśnie byłam. Może dlatego tęsknię za czasami gdy bunt miał sens... (w sumie to miał??)
    Heh, mnie odkąd skończyłam jakieś 14 lat zawsze biorą za starszą niż jestem w rzeczywistości xD Kiedyś to było super. Obecnie... no, nie bardzo ^^" Wolałabym uchodzić za nastolatkę xD
    Cóż, studia to nie życie. Więc podejrzewam że dasz sobie doskonale radę.
    Tia, rozumiem ten rodzaj strachu. Wszystko co się dzieje wokół nas, wszystko to na co nie mamy wpływu...
    A dziękuję :*
    Ty również się nie poddawaj! Trzymam za Ciebie kciuki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Powodzenia ze wszystkim!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ech wierzę w ciebie skarbie mój :* Dasz radę w końcu kto jak nie ty :D Głowa do góry jesteś najlepsza :*
    Hahaha kwiatuszki i psina najsłodziej xD Czemu mnie to nie dziwi :P

    Buziaki
    Suzu

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.