poniedziałek, 6 czerwca 2016

Końcoworoczne zmagania

      Z powodu choroby, czyli braku konieczności chodzenia na zajęcia, udało mi się dwa razy pojechać z dziadkiem na działkę w celu doprowadzenia jej do porządku. Wygląda już trochę lepiej, choć tam zawsze jest co robić. Mimo wszystko jednak, dzięki tym dwóm dniom wytężonej pracy, mogłam potem pojechać tam z mamą, bratem i psem na dwie nocki (w długi weekend związany z Bożym Ciałem). Było okropnie gorąco, a ja musiałam uczyć się na kolokwium, pisać licencjat i tak dalej, ale mimo tego było cudownie (i wygrałam w UNO, szok!). Nie chciałam stamtąd wracać, ale nie było wyjścia, niestety. Obecnie więc żyję w normalnym studenckim rytmie i próbuję pocieszać się myślą, że niedługo nadejdą wakacje. Jeśli chodzi o zajęcia, został ich tydzień i jeden dzień, więc to już naprawdę ostatnia prosta. Gorzej z sesją… Co prawda mam mało egzaminów - bądź co bądź to trzeci rok, a nie drugi - ale mimo wszystko trochę się denerwuję. Wiadomo, zawsze tak jest. A jeden egzamin (ustny) czeka mnie już w ten czwartek… Trzymajcie kciuki!
      Jak tam wyglądają u Was końcoworoczne zmagania?


2 komentarze:

  1. Hey!
    Aaa widzę, że sesja się zaczyna! To witam w klubie! Niby mamy sesję za dwa tygodnie, ale zanim ona nastąpi, będzie się działo! Zaczynam już się uczyć (dopiero?) i okazuje się, ze nie mam czasu. Hm... Ale co się dziwić? Najgorsza sesja! Po 4 (1 roku II stopnia) roku zawsze jest najtrudniej. Jeden egzamin za mną, ale te najgorsze dopiero przede mną :D Mam takie postanowienie: nie mieć żadnej poprawki. Zobaczymy jak to będzie.
    Trzymam kciuki za Ciebie ;) :*
    Pozdro,
    K.L.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja siedzę w pracy po 10 godzin ze mnie, bo wiadomo, żeby ktoś zdał, ktoś inny musi wystawić oceny :'D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.