niedziela, 7 sierpnia 2016

Po Światowych Dniach Młodzieży

                Oj, działo się ostatnio, działo! Ale od początku (Czyli od kiedy? *zerka na poprzednią notkę* Okej, niech będzie).
                Dyplom ukończenia studiów pierwszego stopnia odebrałam w czwartek. Wcześniej nie dało rady, jako że przebywałam pod Krakowem z okazji Światowych Dni Młodzieży. Dwudziestego ósmego lipca na własne oczy widziałam Papieża Franciszka. Atmosfera na Błoniach była świetna, mimo, łagodnie mówiąc, średniej pogody.
                Podłączyłam się do grupy wolontariuszy z podkrakowskiej mieściny. Gościliśmy w parafii stu czterdziestu czterech Brazylijczyków. Byli niesamowicie… energiczni. Pierwsze, co zrobili po wyjściu z autokaru, to wyjęli instrumenty (serio, przylecieli z Brazylii z gitarami, bębnami i tak dalej), po czym zaczęli grać, śpiewać i tańczyć. My oczywiście musieliśmy dołączyć. Mimo że nienawidzę tańczyć i nie umiem śpiewać, było całkiem sympatycznie. Ogółem byli to bardzo mili ludzie. Niewiele z nimi rozmawiałam, bo tak naprawdę mało miałam ku temu okazji, a angielski trochę u mnie kuleje (choć tak szczerze: u nich również), niestety nie było z kim porozmawiać po japońsku. :D Będąc w Krakowie, minęłam się jednak z grupką japońskich pielgrzymów, ale zdążyłam rzucić im tylko „dobry wieczór” w ich ojczystym języku. Ich zdumione, ale i zachwycone miny były nie do podrobienia! :)
                Przy okazji wolontariuszowania (ach, te neologizmy) wysłuchałam kilku naprawdę  miłych słów na temat tego, co i jak robię, więc zrobiło mi się cieplutko na serduchu. W ramach pamiątek mam nie tylko zdjęcia (czy to z Brazylijczykami, czy to z osobami z Zimbabwe i Hongkongu, czy to z innymi wolontariuszami), ale także plecak wolontariusza ŚDM (jak miło, że wszyscy wolontariusze mieli niebieskie! To mój ulubiony kolor) - z wyposażeniem, oczywiście; różaniec, krzyżyk, a od Brazylijczyków zakładkę do książek. Aż smutno nam wszystkim było, gdy żegnaliśmy pielgrzymów zza oceanu.
                Dzisiaj około dziesiątej przyjechałam na działkę z mamą, bratem i Piną (moja jedenastoletnia psina zachowująca się - i wyglądająca - jak rozkoszny szczeniak), jutro dojadą jeszcze moja chrzestna z kuzynami. Muszę się nimi nacieszyć, bo… bo Japonia. Tak, już wiem, kiedy i dokąd lecę. Wierzcie mi lub nie, ale dokładnie tego dnia, w którym ujrzałam Papieża, przyszedł do mnie mail z ambasady. Dostałam się na ten japoński uniwersytet, na który chciałam. Parę dni później przyszedł wstępny plan lotu - trafił mi się dwudziesty piąty września. Ucieszyłam się, że nie wcześniej. Tak straszliwie się boję, że nie jestem w stanie opisać tego słowami. To w sumie śmieszne: spełnia się moje marzenie, większość ludzi nie ma takiego szczęścia, a ja trzęsę portkami ze strachu. Z drugiej strony, to chyba normalne, co? W końcu lecę na rok na drugi koniec świata. Sama. Znaczy… Będę miała na uniwersytecie koleżankę (Bogu dzięki), ale lecimy osobno, a ja nie ogarniam lotnisk. Na jedną z przesiadek mam tylko godzinę - co będzie, jeśli nie zdążę? Uch, jednym słowem, stresuję się jak cholera. Ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz.
                No nic, trzymajcie się ciepło i korzystajcie z wakacji. Pa!

Tak to na Błoniach wyglądało na kilka godzin przed przybyciem Papieża.

16 komentarzy:

  1. Ja jeszcze nigdy nie leciałam i nie mam pojęcia jak wygląda cała procedura na lotniska, więc też jestem trochę niepewna tego wszystkiego. hah ^^" No ale myślę, że jakoś to będzie, na pocieszenie powiem, że macie bliżej z lotniska na uczelnie (i pewnie do akademików) niż ja. ^^"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz, że bliżej? Nie orientowałam się jeszcze, ale akademik mamy w Minou, więc blisko to to nie jest. ;_;
      Uch, jak przeżyjemy te lotniska, to może przeżyjemy i Japonię.

      Usuń
  2. Gratulacje! Proszę o szczegółowe relacje z przybycia na japoński uniwersytet! Trzymam kciuki za udany przelot!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Planuję tu pisać jakieś sprawozdania, ale co z tego będzie, zobaczymy. Różnie to bywa.

      Usuń
  3. Oż ty w morde jeża! Gratulacje!!!!! Rewelacja, po prostu! Jak widać, marzenia się spełniają :D :*
    Uda Ci się, z lotniskami dasz sobie radę ;) One tylko tak strasznie wyglądają ;)
    Poza tym-co Cię nie zabije, to Cię wzmocni! Będę trzymała za Ciebie kciuki, w Twojej Japonii :D I oczywiście, liczę na sprawozdanie :D
    Ah! I bardzo się cieszę, że tak Ci się podobało na Światowych Dniach Młodzieży :)
    Pozdro,
    K.L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Ech, mam nadzieję, bo to naprawdę stresujące, a ze mnie jest taki nieogar... :/

      Usuń
    2. Będziemy wszyscy tu trzymać za Ciebie kciuki :D
      Tak w ogóle dodałam Epilog na Czarownicę. Ot, zakończyłam tak jak zaczęłam-no, mam nadzieję :D

      Usuń
  4. Ach ŚDM! Było fajnie nie?! :3 I Ci Brazylijczycy xD Naprawdę byli świetni co nie...? :p Ach aż żałuję że miałyśmy z nimi tak mało kontaktu Q.Q Co co Błoń... Nieeeeee noooo weź fajnie było chciałyśmy zmokną i proszę zmokłyśmy xD W ogóle ja ci mówię to że właśnie wówczas dostałaś tą zacną informację coś znaczy :p
    Co do Japonii... Kochana dasz se radę wierzę w ciebie :p Zobaczysz nie będzie źle ;) Zresztą już tyle znaków miałaś dlatego mówię ci DASZ SOBIE RADĘ!

    Buuuuziaki
    Suzu

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapraszam na rozdział 1 Czar-Łowczyni!
    K.L.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratulacje za odebranie dyplomu :) i fajnie ze zobaczylas papieza mnie niestety nie bylo na SDM :/ jesli masz czas to wpadnij

    chcebyckopciuszkiem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. I znowu chwilę Cię nie ma :)
    Co do psiny to moja ma lat ledwo 4 a zachowuje się jak pies w podeszłym wieku :D taki z niej leń :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to bywa. ^^'
      Hehe, no cóż, z psami jak z ludźmi pod tym względem. ;)

      Usuń
  8. Zapraszam na 2 rozdział Czar-Łowczyni!
    K.L.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zapraszam na rozdział 3 Czar-Łowczyni!
    K.L.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.